Wyświetlenie artykułów z etykietą: agresja

środa, 21 sierpień 2013 12:49

Złość nie jest zła

Złość to nie agresja
To że mamy problem ze złością wskazuje samo słowo, jego źródłosłów – dlatego tytuł
tego tekstu brzmi w naszych uszach nieco paradoksalnie. Złość, czy raczej – otwarte
wyrażanie złości w relacjach z innymi ludźmi stanowi potężne kulturowe tabu. Dość
powszechnie złość utożsamia się z agresją. Takie przekonanie sprawia, że boimy się tego
uczucia; bardzo często też próbujemy doprowadzić do tego, by dzieci w ogóle, w żaden
sposób nie wyrażały swojego gniewu. Zwłaszcza wobec dorosłych.
Związek pomiędzy agresją a złością jest oczywisty, ale nie są to bynajmniej pojęcia
tożsame jak zdaje się sądzić wiele osób. Zależność ta ma charakter przyczynowo - skutkowy:
gdy odczuwamy złość, może pojawić się odruch rozładowania związanego z nią napięcia
poprzez zachowania agresywne. Jednak nie zawsze tak się dzieje, nie można więc postawić
pomiędzy jednym a drugim znaku równości. A przede wszystkim: zawsze mamy zdolność
decydowania o tym jak się zachowamy. Możemy wybierać takie sposoby wyrażenia swych
uczuć i taką formę rozładowania energii, które nie zrobią nikomu krzywdy, przeciwnie –
korzystnie będą wpływać na relacje z innymi i nasze samopoczucie.
Paradoks polega na tym, że im bardziej się boimy się złości, im mniej mamy
doświadczeń konstruktywnego jej wyrażania, tym większe ryzyko, że w naszym życiu pojawi
się agresja – w postaci zamaskowanej bądź w formie zupełnie niekontrolowanego wybuchu.
Dzieci, które zwykle początkowo nie maja oporu by reagować impulsywnie, są
piętnowane i karane za coś, co jest zupełnie naturalne. Ich gwałtowne zachowania budzą lęk,
który nas zaślepia i często sprawia, że przestajemy odróżniać prawdziwe zagrożenia od
niewinnej zabawy.
W trakcie zajęć dwóch małych chłopców nagle przerywa malowanie i zaczyna się
bawić w walkę przypominającą rycerski pojedynek. Ma on najwyraźniej swoje zasady,
walczący zadają sobie ciosy w ściśle określony sposób (przypominający jakiś starodawny
rytuał). Uderzenia nie robią nikomu żadnej krzywdy, obaj chłopcy są bardzo zadowoleni.
Wspomnę jeszcze, że formuła zajęć była dość luźna, nie wykluczała robienia tego na co się
ma ochotę. W pewnym momencie pani bibliotekarka (warsztat odbywał się bibliotece)
przerwała im mówiąc: „Tu nie wolno się bić”. Minęło kilka minut i zauważyliśmy, że te same
dzieci biją się naprawdę.
Ta historia wyraźnie pokazuje, że dzieci, podobnie jak małe zwierzątka, mają czasem
potrzebę bawienia się w „bojowanie” jak nazwał to jeden z opisanych powyżej chłopców.
Dzięki temu poznają własną siłę, ale też siłę innych osób, uczą się że mogą się bronić.

Co nam mówi złość? I jak ją rozpoznajemy?
Złość pojawia się wtedy, gdy na naszej drodze staje przeszkoda uniemożliwiająca nam
zaspokajanie swych potrzeb lub osiąganie celów. To może być osoba (zabraniająca,
nakazująca, atakująca), przedmiot, sytuacja. Powód może być też wewnętrzny – brak jakiejś
umiejętności, cechy, pewności. Gniew możemy odczuwać również wtedy, gdy ktoś nas
atakuje, próbuje zrobić jakąś krzywdę, chce nam coś odebrać. We wszystkich wypadkach
uczucie to dostarcza nam energii; dość oczywiste to wtedy gdy potrzebujemy siły by bronić
się przed atakiem, ale energia potrzebna jest także do przezwyciężania całkiem trywialnych
przeszkód.
Indywidualne sygnały odczuwania gniewu mogą być bardzo różne – jeśli mamy
podstawowy kontakt z własnym ciałem, możemy poczuć potrzebę uderzania, kopania,
tupania, krzyczenia, zniszczenia czegoś. Być może poczujemy wewnątrz falę gorąca, może
mrowienie, ucisk w brzuchu albo ból głowy. Warto zrobić na własny użytek albo razem z
dziećmi listę różnych objawów wewnętrznych złości, co z pewnością ułatwi identyfikację i
rozmowę w konkretnych sytuacjach. Nie zaszkodzi też podobny spis symptomów
występujących u osoby przeżywającej gniew - obserwowanych z zewnątrz. Zaczerwienione
policzki, zaciśnięte pięści, podniesiony głos, charakterystyczny grymas na ustach,
zmarszczone czoło. Mawia się, że ktoś zzieleniał, zbladł czy zsiniał ze złości; można z jej
powodu gryźć palce, zgrzytać zębami, zachłystywać się bądź trząść. Większość tych określeń
ma charakter literacki, niektóre są nieco przesadne, ale warto z dziećmi sobie o nich
porozmawiać w celu oswajania i poznawania omawianego uczucia.
Z kolei osoba chronicznie wypierająca złość, jest pozbawiona energii, często smutna
bez powodu, kiedy podaje ci rękę, nie odwzajemnia uścisku, jej dłoń bezwładnie zwisa. Przy
minimalnej wprawie i uważności, dość łatwo kogoś takiego zidentyfikować.

Jak ze złością postępować?
Z oczywistych powodów ograniczmy się do potencjalnych sytuacji w pracy z grupą
przedszkolną. Podstawowa kwestia, to moje własne, dorosłe uczucia. Kiedy spotykam się
dziećmi, dobrze mieć jasność co do stanu własnych emocji na wejściu. Jeśli mam jakiś
problem relacyjny przyniesiony z domu, ulicy czy jakieś dorosłej przedszkolnej relacji, warto
sobie to jasno uzmysłowić, poczuć i ewentualnie zaplanować sposób rozwiązania męczącej
nas kwestii. Zwykle pomaga to wejść w relację z dziećmi bez obciążenia i zminimalizować
zagrożenie, że uczucia skąd inąd będą się mieszały z tym co dzieje się na bieżąco.
Co robić jeśli zauważamy narastający swój gniew w relacji z dziećmi; któreś z nich
czy cała grupa akurat jest bardziej niż zwykle pobudzona, nie mam poczucia panowania nad
sytuacją itp. itd. Podstawowa rzecz ro właśnie zauważenie uczucia. Jeśli wychwytujemy je w
miarę na bieżąco to już znakomicie; warto nieustannie ćwiczyć tę umiejętność. Na pewno
dobrze nam zrobi kilka głębszych oddechów. A potem? Uświadomienie sobie zazwyczaj
rozładowuje napięcie i daje możliwość podjęcie racjonalnych działań. Pozostaje zadane w
jednym z wcześniejszych tekstów pytanie na ile chcemy i potrafimy wprowadzać informacje
o swojej złości do bezpośredniej relacji z dziećmi. Ważnym argumentem za jest fakt, iż
osobisty przykład jest najlepszą dla dzieci nauką. Ale do tego trzeba mieć pełne przekonanie
i pewność, że nie własnego gniewu nie będziemy używać jako narzędzia do wymuszania lub
zastraszania swoich podopiecznych.
Wyobraźmy sobie teraz sytuację, w której to dziecko lub dzieci przeżywają
intensywną złość. Pamiętamy, że warto powstrzymać się od oceny emocji, prób zaprzeczenia
lub zlekceważenia tego co dziecko czuje. Możemy je zapytać co czuje; w pytaniu może być
sugestia: „ Wydaje mi się, że coś strasznie cię rozzłościło.”, „Czy chcesz powiedzieć dlaczego
masz minę, jakbyś była zagniewana?”. Itp. itd. Jeżeli energia dziecko roznosi lepiej na
początek zaproponować coś, co ją rozładuje. Może potupanie, ryczenie jak smok, któremu
ktoś zabrał ulubiony deser, może poboksować powietrze. Może zaśpiewać wściekłą piosenkę:
„Zły, zły, zły. Okropnie jestem zły. Mam chęć kopać i gryźć. Pokazać swoje kły!” (można
razem z dziećmi wymyślić uprzednio jakiś prosty tekst na taka okoliczność). Albo narysować
swoją złość na dużym papierze. Można fikać gniewne koziołki lub podrzeć na strzępy
niepotrzebną gazetę. Możliwości jest mnóstwo – każda osoba może mieć nieco inne
preferencje. A kiedy ślepa żądza rozładowania energii, zamieniająca się często w agresję, już
jest za nami, możemy zająć się przyczyną emocji.
W sytuacjach kiedy napięcie od początku nie wielkie i od razu udaje się porozmawiać,
zidentyfikować przyczynę gniewu i rozwiązać problem, warto nie zapomnieć by na koniec nie
zapytać dziecka czy nie ma ochoty trochę potupać lub namalować tego co czuło. Tak by
stworzyć okazję do wyrzucenia z siebie resztek złości.
Oczywiście powyższy opis i przedstawione porady to schematyczny model, żywe
sytuacje mogą skłaniać do innych interwencji, czasem interweniować w ogóle nie musimy –
jeśli w naszej ocenie dzieci są w stanie same uporać się z rozwiązaniem konfliktu.
Na koniec tej części chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Bardzo często
dorośli idą na skróty, w sytuacjach konfrontacji pomiędzy dziećmi chcą szybkiego jej
zakończenia kompletnie ignorując uczucia jej uczestników. „No, podajcie sobie ręce.” lub
„Szybko go przeproś i sprawa będzie załatwiona.” – jeżeli dzieci ciągle są na siebie wściekłe,
w ogóle nie mają ochoty się z sobą kontaktować, takie wymuszenie zgody sprawia, że na
pewno będzie ona papierowa, to właściwie zachęta do kontynuacji konfliktu przy najbliższej
okazji. Po wyjaśnieniu sprawy i wyrażeniu swoich racji zwykle musimy mieć trochę czasu by
emocje się wyciszyły, dać racjonalnemu umysłowi szansę na dojście do głosu. W przeciwnym
razie uczymy dzieci by same nie szanowały swoich uczuć i że zgoda nie jest prawdziwym
stanem uczuć i umysłu, tylko wymuszoną konwencją. Łatwo wyobrazić sobie konsekwencje
takiego przekonania w dorosłym życiu.

Złość piękności szkodzi
Stereotypów dotyczących uczuć jest wiele, ze względu na ograniczone miejsce, skupię
się tylko na tym, co moim zdaniem najbardziej szkodliwe. W wypadku złości jest to ściśle
związane ze stereotypami płci. Popularne powiedzenie przytoczone w tytule tej części tekstu
w oczywisty sposób odnosi się raczej do dziewczynek niż chłopców. Tradycyjne kulturowe
wzorce na znacznie więcej pozwalają tym drugim – kwestii wyrażania złości. Nie sądzę by
potrzebne były tu jakieś przykłady, wszyscy mamy gdzieś w głowach jakich zachowań się od
nas wymaga kiedy jesteśmy dziewczynkami, a jakich – chłopcami. Chciałbym się skupić
raczej na pokazaniu fatalnych konsekwencji tych przekonań. To, że dziewczynki oraz kobiety
są najczęstszymi ofiarami różnego rodzaju przemocy wynika nie tylko uwarunkowań
biologicznych - mniejszej siły fizycznej przeciętnej kobiety w stosunku do przeciętnego
mężczyzny. Ważniejsze jest fakt braku doświadczenia związanego z przeciwstawianiem się i
bronieniem, wyuczona uległość, brak poczucia własnej siły. Albowiem efektem chronicznego
nie dopuszczania swego gniewu do głosu, jest odbieranie sobie energii i wchodzenie w rolę
bezbronnej ofiary w sytuacji realnego zagrożenia. W większości sytuacji nie ma potrzeby by
szarpać się z napastnikiem. Najczęściej jakakolwiek zdecydowana reakcja – gest, krzyk, ostry
i jasny komunikat jest wystarczający, by uniknąć agresji. A poza tym, osoby asertywne, nie
mające problemu z ekspresją są znacznie rzadziej atakowane niż te z zablokowaną energią.
Często dziwimy się ofiarom długotrwałej przemocy, że latami znoszą upokorzenia i ból – ale
po to by szukać pomocy czy w jakikolwiek inny sposób przerwać spiralę przemocy, musimy
Nie chodzi bynajmniej o to by namawiać dziewczynki do udziału w bójkach, tylko o
świadomość, że także one czasami odczuwają złość, że mają do tego prawo. I że mają też
prawo do wyrażania swego gniewu. A także o to by pokazywać im jak mogą to robić w
sposób bezpieczny dla siebie i innych.
Oczywiście spotykamy zarówno mężczyzn z głębokim zahamowaniem jak i kobiety
nie mające problemu ze zdecydowanym stawianiem granic. Ale kulturowo i statystycznie
zdecydowanie jest to problem kobiet. Problem, który zaczyna się we wczesnym dzieciństwie
Pewnie każde z nas wielokrotnie widziało energetyczne małe dziewczynki, które nie dają
sobie w kaszę dmuchać i pięknie potrafią się złościć. To najlepszy dowód na to, że potrzeba
okazywania gniewu jest biologicznie zaprogramowana dla jednej wyłącznie płci.

Co grozi nam jeszcze?
Są też inne konsekwencje wypierania złości. Ta energia próbuje się wydostać w innej
formie – jeśli nie ma szansy na bezpośrednią ekspresję. Plotkowanie, złośliwe żarty, intrygi –
wszystko to może być nieświadomym efektem tłumienia gniewu. Zwróćmy uwagę, że znowu,
w dużej mierze są to cechy stereotypowo przypisywane kobietom.
Osoby głęboko chowające w sobie gniew mogą zapominać o dotrzymywaniu obietnic
i wywiązywaniu się z należących do nich obowiązków. Nadmiernie często mogą zdarzać się
jej drobne wypadki typu nieumyślne zniszczenie ulubionej rzeczy czy nadepnięcie komuś na
nogę (albo odwrotnie – co i raz ktoś inny niechcący robi tej osobie drobną krzywdę). Jeśli
jakiemuś dziecku przydarzają się regularnie tego typu kłopoty, mamy wskazówkę, gdzie
szukać ich przyczyny.
Druga skrajność to ślepa złość – uczucie, które nas zalewa i każe w kompulsywny,
przymusowy sposób reagować obronnie. Wszystko dzieje się automatycznie, nie jesteśmy w
stanie nad tym zapanować. Później albo żałujemy tego co zrobiliśmy albo temu zaprzeczamy.
Oba bieguny są ściśle z sobą związane: w świecie w którym istnieje zakaz otwartej
ekspresji silnych emocji, kiedy się już one uwalniają, mają moc lawiny nad którą bardzo
trudno zapanować.

Radość płynąca ze złości
Złość ma tak kiepską opinię, że niewiele osób pozytywnie potraktuje powyższy tytuł.
Raczej pomyślimy o czymś w rodzaju niezdrowej satysfakcji z zachowania agresywnego, ale
tu chodzi o coś zupełnie innego. Ciekawy jestem kto miał takie doświadczenie: Poczucie
odczuwania i obejmowania swego gniewu, tego że cała ta potężna energia jest nasza, mieści
się w naszym ciele, nie jest ani stłamszona ani nas nie przytłacza ani nie zalewa, że tylko od
nas zależy co z nią zrobimy. Kiedy pytamy małe dzieci, czy złość jest fajna, wiele z nich
odpowiada, że tak – one pewnie jeszcze są w stanie poczuć coś podobnego. My dorośli, w
większości wypadków już nie. Co nie oznacza, ze ie możemy do tego stanu powrócić.
Niezależnie od tego czy opisane przed chwilą doświadczenie jest przyjemne,
euforyczne, czy nie, warto pracować nad swoją złością tak, byśmy to my nad nią panowali, a
nie ona nad nami.
W trakcie zajęć warsztatowych mamy do czynienia z grupą dzieci, które najwyraźniej
„nosi”, biegają, krzyczą, nie mają ochoty podejmować proponowanych im zadań. Nie ma
takiej potrzeby, formuła spotkania jest otwarta, ale przeszkadzają innym, widać wyraźnie, że
lada chwila może dojść do większego między nimi konfliktu, co już zdecydowanie
pokrzyżuje nam plany. Proponujemy im zabawę w smoki i dinozaury. Wyznaczamy linię,
której nie można przekroczyć; z jednej strony smoki, z drugiej dinozaury mogą na siebie
ryczeć, szczerzyć zęby, wymachiwać rękami, tupać, robić straszne miny, ale nie wolno się
dotykać ani przekraczać linii. Po dwu, najwyżej trzech minutach, energia całkowicie się
rozładowuje, a jeden z chłopców całkiem spontanicznie siada w kącie i wymyśla taką historię:
„Jestem smokiem, który wysiaduje jajo. Jak się z niego wykluje mały smoczek, będę się z
nim bawił i pilnował żeby odrabiał lekcje. Będę się nim opiekował, aż mu wyrosną wielkie
skrzydła, jak moje i wtedy ode mnie odleci.” Po chwili inne osoby wymyślają też inne wersje:
„Będę go bił, Zjem go. Wyślę go w świat, wymyślę mu różne przygody i go inne smoki
zjedzą.”
Jak myślisz, co nam mówią te dziecięce opowieści? Niezależnie jak je
zinterpretujemy, zawsze stworzenie możliwości kontrolowanego rozładowania
nagromadzonej energii złości, przynosi pozytywne skutki.

Dział: Artykuły
środa, 21 sierpień 2013 12:42

Uwagi o agresji u dzieci

Kiedy rozmawiam z rodzicami czy z opiekunami dzieci, w tym z opiekunami
przedszkolnymi, często jestem pod wrażeniem ich wiedzy i świadomości w zakresie
wychowania dzieci, teorii rozwoju, sposobów radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Coraz
powszechniejsza wydaje się być wiedza o potrzebach dziecka, o prawach dziecka.
Swobodniej rozmawiamy nawet o seksualności dzieci. Rodzice i opiekunowie małych dzieci
wiedzą, jak ważne jest być blisko, okazywać miłość, uczucia, mieć czas dla dzieci. Jest jednak
pewien moment, który często zabiera nam tę harmonię i spokój bycia z dzieckiem, budząc w
nas pomieszanie, złość, rozczarowanie i bezsilność. Moment, który opisujemy słowami:
„dziecko jest agresywne”.

Agresja – nowe tabu?
Wydaje się, że dzisiaj agresja u dzieci budzi nasz największy niepokój. Jasper Juul,
norweski pedagog i psychoterapeuta, wprost mówi o tym, że agresja stała się dzisiaj nowym
tabu, zajmując niegdysiejsze miejsce seksualności. W swojej najnowszej książce „Agresja –
nowe tabu/”, Juul dzieli się obserwacjami: W ciągu ostatnich piętnastu lat w przedszkolach i
szkołach znacznie nasiliła się tendencja do dyskryminowania dzieci, które przejawiają
frustrację lub złość. Agresja stała się nowym tabu. Podobnie było jeszcze nie tak dawno temu
z ludzką seksualnością: zajmowano się nią wyłącznie z moralnego punktu widzenia i żadne
profesjonalne ani bardziej ludzkie podejście nie było możliwe. Wypieranie seksualności
przysporzyło ludziom wielu szkód, zamykając ich na doświadczenie bliskości, radości i
przyjemności. Nowe tabu – agresja – może być jeszcze bardziej szkodliwe, ponieważ stawia
na szali psychiczne zdrowie dzieci i ich poczucie własnej wartości.

Zaakceptować agresję?
Juul idzie dalej w swoich refleksjach i obserwacjach, którym trudno odmówić trafności.
Mówi o zauważalnej tendencji do potępiania, czy wręcz niezauważania żadnych innych
intensywnych emocji poza uczuciem „szczęścia”. Współcześnie wszyscy dzielimy narzucony
nam ideał człowieka, który na zewnątrz nie starzeje się, nie tyje, nie brudzi, jest
nieskazitelnym manekinem - jednak wydaje się – bez oznak życia. Podobny ideał narzuca się
nam gdy chodzi o przeżycia wewnętrzne, o nasze uczucia. W dobrym tonie jest mówić o
szczęściu, satysfakcji, zadowoleniu, spełnieniu. Jeśli natomiast mówimy o smutku,
rozczarowaniu, zmęczeniu, wściekłości, to tylko w kategoriach patologii, niepokojącego
odstępstwa od normy. Smutek dłuższy niż dwa dni nazywamy depresją, brak ekscytacji –
stagnacją, z którą wiąże się konieczność natychmiastowej zmiany, złość czy wściekłość –
problemem z agresją. Jest to naprawdę niepokojące, gdyż zabieramy sobie możliwość
spokojnego przeżywania zupełnie naturalnych, ludzkich uczuć. To tak, jakbyśmy
zdecydowali się widzieć tylko jasne kolory w świecie i nauczyli zamykać oczy na te z
ciemnej gamy kolorystycznej. Wyobraźmy sobie, jak wiele z piękna i prawdziwości świata
byśmy stracili! Wspomniany już Jasper Juul tak podsumowuje ten fenomen: „…dorośli
odwracają się od swojego ludzkiego jądra i stają się kimś w rodzaju aktorów. Ideał, który leży
u podstaw tej tendencji i określa, jak powinien zachowywać się „porządny człowiek” albo
„człowiek sukcesu”, jest czymś w rodzaju botoksu dla duszy. Mam nadzieję, że jako ludzi stać
nas na więcej.”
Wprowadzam te rozważania o sytuacji dorosłych do artykułu o dzieciach, ponieważ
to, w jakiej sytuacji wewnętrznej jesteśmy my - dorośli - bardzo wpływa na to, jak reagujemy
na zachowania dziecka. To jak my, dorośli, rodzice i opiekunowie, przeżywamy własną
agresję, w ogromnej mierze wpływa na to, w jaki sposób przyjmiemy, zinterpretujemy i
poradzimy sobie z agresją dzieci, a także jaką informację o nich samych przekażemy
dzieciom. Przyjrzyjmy się zatem agresji. Czym jest. I czy rzeczywiście jest się czego bać.

Agresja jest konstruktywna
Każdy z nas jest odrębną, unikatową jednostką. Jednak , jak zapewne wszyscy
zdajemy sobie sprawę, dzielimy pewną wspólną, bazową „konstrukcję psychiczną”. Naszym
ludzkim, uniwersalnym „wyposażeniem psychicznym” są dwa główne popędy – popęd
miłosny, zmierzający do konstrukcji, który kieruje nas do obiektu – nazywany w literaturze
przedmiotu popędem libidinalnym, oraz popęd agresywny, zmierzający ku destrukcji,
odciągający nas od obiektu. Oba te popędy, wzajemnie się przeplatając, ścierając się i
współgrając, pozwalają nam na normalną egzystencję, funkcjonowanie i rozwój. Proces
jedzenia, dla przykładu, jest wyrazem współwystępowania obu tych popędów – z jednej
strony jemy, by się nakarmić, by zadbać o swoje potrzeby, aby móc żyć i tworzyć, z drugiej
strony, by zjeść musimy pogryźć, przeżuć, coś zniszczyć. Wybitny brytyjski pediatra,
psychiatra dziecięcy oraz psychoanalityk, Donald W. Winnicott, tak pisał o pierwotnym,
zauważanym już u niemowlaków, spleceniu popędów miłosnych i agresywnych:
Możemy dostrzec, że aktywność zdrowego niemowlęcia charakteryzują naturalne ruchy i
skłonność do kopania rzeczy, które napotyka na swej drodze i że niemowlę zaczyna się nimi
posługiwać (a także krzykiem, pluciem, wydalaniem moczu i kału), by wyrazić swój gniew,
nienawiść, chęć odwetu. Dziecko zaczyna kochać i jednocześnie nienawidzić, i akceptuje tę
sprzeczność. Jeden z najważniejszych wyrazów połączenia agresji i miłości przychodzi wraz z
chęcią gryzienia, która nabiera znaczenia od piątego miesiąca życia. Potem włączona zostaje
do przyjemności płynącej ze spożywania każdego rodzaju pokarmu. Pierwotnie jednak do
gryzienia i myśli o gryzieniu pobudza ten dobry przedmiot – ciało matki. Pokarm zaczyna
więc być akceptowany jako symbol matczynego ciała czy ciała ojca lub innej ukochanej
osoby. Jest to wszystko niezwykle skomplikowane i potrzeba dużo czasu, by niemowlę czy
dziecko zaczęło ujarzmiać agresywne myśli i pobudzenia, i panować nad nimi, nie tracąc
umiejętności odczuwania agresji w stosownych chwilach, nienawidząc, czy też kochając.
Bez popędu agresywnego, podobnie jak bez popędu libidinalnego nie ma życia. Toteż
agresja jest jedną z sił, która jest niezbędna zarówno do przeżycia, jak i do rozwoju i jest w
nas obecna, jako część naszego podstawowego, ludzkiego psychicznego wyposażenia.
Problem pojawia się w sposobie, w jaki ją w sobie i w innych przeżywamy.

Jak oswoić agresję
Obawiamy się agresji, ponieważ boimy się zniszczenia i przemocy. Obserwujemy
dziecko, które rzuca zabawką, czy dziecko, które gryzie kolegę i w naszej głowie pojawiają
się fantazje o kierunku, w którym to zmierza. Nasz umysł podrzuca nam wyobrażenia, w
których agresja dziecka narasta i eskaluje się w zachowaniach antyspołecznych – takich jak
kradzieże, napady, bicie. Nasza obawa jest zrozumiała, jednak, jak sami prawdopodobnie
możemy to z tej perspektywy ocenić – trochę na wyrost. Małe dziecko, w wieku
przedszkolnym, poznaje nie tylko świat zewnętrzny, ale też swój prywatny świat –
wewnętrzny. A tam napotyka na to, na co my wszyscy w swoim wnętrzu, czyli na impulsy
miłosne, na impulsy seksualne oraz na impulsy agresywne. Oczywistym jest, że tak jak
dziecko eksplorując świat zewnętrzny, będzie chciało dotknąć i poznać wszystko to, co
znajdzie się w jego zasięgu, tak i napotykając wewnętrznie na różne impulsy i popędy, będzie
starało się ich „dotknąć” poprzez ich realizację. Naszą rolą, jako dorosłych, jest by spokojnie
czuwać w obu tych sytuacjach nad dzieckiem, nad bezpieczeństwem jego i jego otoczenia.
Oczywistym jest zatem, że agresywne zachowanie dziecka wymaga naszej reakcji,
ustosunkowania się do zachowania dziecka, czy też nazwania tego, co dziecko robi.
Niezwykle ważne jest jednak, by w tej sytuacji móc pamiętać o tym, że agresywne
zachowanie dziecka jest zupełnie naturalnym, niezbędnym do rozwoju procesem poznawania
siebie i świata.
Możecie mi zwrócić teraz uwagę, że nie wszystkie dzieci są przecież „niegrzeczne”
czy agresywne. Zgodzę się. Każdy z nas, w tym również dzieci, inaczej radzi sobie z własną
popędowością. Są więc dzieci, które wprost wyrażają swoją miłość i agresję, w sposób raczej
wyrównany i takie dzieci nazywamy często żywymi, śmiałymi, wesołymi. Są dzieci
bojaźliwe, nieśmiałe i lękowe, którym trudno jest, z jakichś powodów, zobaczyć agresję w
sobie. Widzą ją zatem w świecie zewnętrznym i lękają się jej nadejścia. Dziecko, które
mierzy się wewnętrznie z natłokiem agresywnych popędów ma dwa wyjścia – może je
wyrazić, lub zahamować, stłumić. Popęd jednak nie znika, ale jest albo przeniesiony,
wyprojektowany na innych, jak w przypadku dziecka lękowego, albo zatrzymany w sobie –
mamy wtedy do czynienia z dzieckiem nadmiernie poważnym, opanowanym.
Niebezpieczeństwo takiego zahamowania jest podwójne – po pierwsze wiąże się z
zahamowaniem wszystkich popędów, a w tym także kreatywności i impulsywności. Po drugie
może prowadzić do okresowych wybuchów agresji, jak na przykład napady wściekłości.
Starajmy się przyjmować agresywne zachowania dzieci spokojnie, jako coś
naturalnego i zrozumiałego. Mówmy: Kiedy mnie gryziesz, to mnie boli, nie lubię tego. I
jednocześnie nawiązujmy dialog, pomagajmy dziecku płynnie przechodzić od destrukcji do
konstrukcji: Zastanawiam się, co chcesz przez to powiedzieć? Chcesz, żebym zwróciła na
Ciebie uwagę? Może następnym razem po prostu mi to powiesz? Mówmy: Kiedy bijesz
Krzysia łopatką, to on płacze, bo go to boli. Zastanawiam się, o co się na niego tak
zezłościłaś? Powiedzmy: Widzisz, jak rzucisz zabawką o podłogę, to ona się rozpadnie.
Trochę szkoda, bo teraz nie ma się nią jak bawić. Co teraz zrobimy? Może spróbujemy ją
poskładać? Taka spokojna, otwarta postawa w reagowaniu na agresję dziecka ma dwie
zasadnicze zalety. Po pierwsze buduje w dziecku samoświadomość i poczucie własnej
wartości – dziecko dzieli się swoją autentyczną emocją, impulsem, częścią siebie i nie zostaje
z tym odrzucone, skarcone, ale przyjęte i nauczone, jak sobie z tym radzić w przyszłości. Po
drugie, jeśli damy dziecku bezpieczną przestrzeń na swobodne wyrażanie swoich popędów
agresywnych i będziemy służyć wsparciem, dziecko takie nauczy się panować nad swoją
agresją, wykorzystując ją w przyszłości w konstruktywny sposób.
Podsumowując, chciałam podkreślić, że dziecko niszcząc uczy się tworzyć. To
paradoksalne z pozoru stwierdzenie ma głęboki sens. Na pewno większość z Was miała
okazję obserwować czy towarzyszyć małemu, około dwuletniemu dziecku, w piaskownicy.
Jesteśmy wtedy świadkami ciekawej zabawy – dorosły pomaga dziecku zrobić babkę z
piasku. Wspólnie nasypują piasek do wiaderka, dorosły odwraca wiaderko, klepie łopatką po
denku, często wypowiadając zabawną rymowankę, odkrywa wiaderko, ukazując okazałą
piaskową babę i… dziecko w ciągu paru chwil z nieskrywaną radością rozgniata babę łopatką
lub rączkami. O dziwo, rodzic czy opiekun często wtóruje mu w radości i z ochotą zaczyna
przygotowywać nową babę piaskową, świadomy jej rychłego i nieuchronnego rozsypania
przez dziecko. W takiej sytuacji dorosły intuicyjnie zachowuje się w sposób ułatwiający
dziecku rozwój, łącząc w zabawie konstrukcję z destrukcją, zachwycając się popędem
agresywnym i miłosnym dziecka jednocześnie. Tej cierpliwej, spokojnej postawy z
piaskownicy życzę Państwu w trudnej i ogromnie ważnej pracy, jaką wykonujecie na co
dzień.

Dział: Artykuły
poniedziałek, 19 sierpień 2013 11:57

Przemoc wobec dzieci w rodzinie

„Dobry wychowawca , który nie wtłacza, a wyzwala; nie ciągnie, a wznosi; nie ugniata, a kształtuje; nie dyktuje, a uczy; nie żąda, a zapytuje- przeżyje wraz z dziećmi wiele natchnionych chwil” – Janusz Korczak

Zapraszam do czytania tekstów zamieszczonych poniżej, adresowanych do nauczycieli przedszkoli, z przekonaniem, że pomogą im w trudnej ale jakże ważnej, a także niezwykle interesującej pracy z dziećmi – Maria Molicka

Skala zjawiska maltretowania dzieci jest porażająca;  statystyki przedstawiają, że w 2000 r.  zginęło z rąk rodziców lub ich opiekunów 57 tyś. dzieci (do 15 roku życia). Przy czym najbardziej narażone na przemoc są dzieci do 4 lat, ponieważ ich urazy a nawet śmierć ich sprawcom jest łatwiej ukryć, krzywdzone nie potrafią zwrócić się o pomoc. Głównymi przyczynami śmierci dzieci są najczęściej: uszkodzenia głowy, brzucha i uduszenie. Chłopcy są bardziej narażeni na przemoc fizyczną, a dziewczynki na seksualną.

Do maltretowania dziecka najczęściej dochodzi w rodzinie i objawia się w postaci różnych form przemocy wobec niego:

a.przemocy fizycznej, będą to wszelkie działania fizycznie krzywdzące dziecko,
b.przemocy emocjonalnej –kiedy dziecko nie otrzymuje, tak potrzebnej mu do rozwoju, miłości, akceptacji, uznania, jest natomiast permanentnie krytykowane, oskarżane, poniżane (np. inne dzieci są lepsze, ładniejsze), tacy rodzice czy opiekunowie krzyczą na nie, poniżają, stawiają nadmierne wymagania itp.
c.zaniedbywania potrzeb dziecka, niezbędnych dla jego prawidłowego rozwoju. Są one niezaspokajane,  czyli dziecko pozbawiane jest wystarczającej ilości jedzenia, ubrania, zabezpieczenia ciepła, opieki, ujmując inaczej -dziecko jest ignorowane, pozostawione samemu sobie)
d.seksualnej ( wykorzystywanie seksualne dziecka poprzez dotyk np. stosunek, dotykanie części intymnych ciała zarówno własnego jak i dziecka, czy przebiegające bez dotyku jak  np.: wspólne oglądanie filmów pornograficznych czy prowadzenie rozmów o tematyce erotycznej dla uzyskania przyjemności seksualnej przez sprawcę),

Ad a. fizycznymi symptomami przemocy fizycznej są: siniaki, otarcia i inne ślady uderzeń, kopania, czy nawet złamania kończyn, wyrywania włosów (w rezultacie powstaje miejscowy ich brak w postaci łysiny …
Należy zaznaczyć, że dzieci w wieku przedszkolnym częściej ulegają urazom niż  starsze, co uwarunkowane jest m.in. niedojrzałością koordynacji wzrokowo-ruchowej, ale nie każdy siniak jest objawem krzywdzenia, maltretowania dziecka, jednak nauczyciel powinien bacznie zwracać uwagę na rodzaj i częstotliwość urazów jakich doświadczają.

Co powinno zwrócić uwagę nauczyciela przedszkola?
-niewytłumaczone i powtarzające się siniaki, uszkodzenia ciała czy nawet złamania,
(stwierdzenie, że dziecko ma np. naderwane uszy, rozerwane kąciki ust, poparzone ręce, posiniaczoną twarz, ramiona, liczne ślady na ciele od silnego przytrzymywania dziecka, pobicia… powinny skutkować natychmiastowym podjęciem działań, wyjaśnień zapobiegających ich powtórzeniu się).
-częste, nieuzasadnione absencje dziecka w przedszkolu ( może pozostawać w domu, bo rodzice, opiekunowie chcą ukryć fakt znęcania się nad nim). Warto wówczas poprosić o zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia dziecka czy zaproponować odwiedziny dziecka w jego domu,
-ubieranie dziecka w rzeczy, które mają zakrywać ślady pobicia i niepozwalanie, by się rozebrało nawet jeśli jest bardzo gorąco. Rodzice tłumaczą nauczycielowi zakazy nie podając przekonywujących, racjonalnych uzasadnień,
-odmowa przez dziecko rozebrania się do zabaw sportowych,
-niechęć rodzica do kontaktu z pielęgniarką, lekarzem (obawa przed odkryciem problemu), brak zaświadczenia medycznego po wypadku lub dłuższej absencji,
-lęk dziecka przed naturalnym dotykiem np. wzdryganie się, uchylanie się przed dotknięciem,
-zmiana zachowania dziecka (wzrost agresji lub zahamowanie aktywności).
Znęcanie się nad dzieckiem do 3 roku życia powoduje zaburzenia w jego rozwoju psycho-ruchowym; głównie rozwoju mowy, motoryki i koncentracji uwagi.

Ad b. dzieci maltretowane emocjonalne ujawniają:
-zahamowanie w rozwoju psychofizycznym,
-występują nagłe problemy np.  z mówieniem ( zacinanie, jąkanie się), lub pojawiają się stereotypie typu: kołysanie, ssanie palca czy samouszkodzenia (samookaleczenia) np. uderzanie głową o ścianę, wyrywanie włosów, rozdrapywanie strupów gojących się ran…
-silne reakcje lękowe w nowych sytuacjach,
-ekstremalne wycofywanie się z relacji lub agresja skierowana na innych,
-niskie poczucie własnej wartości (jestem głupi, niegrzeczny, zły, gorszy od innych…).

Ad c.  dziecko zaniedbywanie jest:
-ciągle głodne,
-kradnie jedzenie,
-niezwykle chude,
-cierpi na niewyleczone infekcje, często choruje,
-przychodzi do przedszkola brudne, również jego odzież jest niechlujna, brudna,
-brak mu właściwych ubrań, adekwatnych do pory roku,
-jest ciągle zmęczone,
-nie potrafi nawiązać relacji z innymi, ujawnia destrukcyjne tendencje w zachowaniu.2

Ad d.  wykorzystywanie seksualne dzieci może być wymuszane przez starsze dzieci, (najczęściej będące w okresie adolescencji ) lub przez osoby dorosłe.

Co powinno zwrócić uwagę nauczyciela?
-wiedza i zachowanie dziecka  w sferze seksualnej jest nieadekwatna do jego wieku,
-cierpi na  choroby np. : weneryczne, chroniczne stany zapalne pochwy czy napletka, ma uszkodzenia, otarcia narządów płciowych i odbytu,
-zmiana zachowania dziecka np.: regresja (cofniecie się do wcześniejszych zachowań) w formie takich zachowań jak: ssanie palca, kiwanie się... Wyrzuca dawniej ukochane zabawki ( np. przytulanki), izoluje się ,  wycofuje się z relacji z innymi. Może również cechować je nagła utrata apetytu lub obsesyjne objadanie się, ma trudności w koncentracji, jest nieufne i niechętnie przebywa z określoną osobą, zanieczyszcza się, moczy się, wykazuje obawę przed rozebraniem się. Mogą nagle pojawić się rysunki, zabawy o treści seksualnej.3

Opisane wyżej niektóre, typowe objawy w większości nie są specyficzne dla doświadczanej przemocy fizycznej, emocjonalnej, zaniedbywania czy wykorzystywania seksualnego, one pojawiają się jako wyraz silnego stresu i dlatego mogą być traktowane wyłącznie jako wskazówka do dalszej weryfikacji, czy istotnie  przemoc wobec dziecka ma miejsce. Występowanie niektórych z wymienionych objawów może mieć inne przyczyny i dlatego należy być bardzo ostrożnym w formułowaniu oskarżeń, by nie wyrządzić krzywdy rodzinie swymi podejrzeniami. W sytuacji niejasnej, a takie przecież zdarzają się najczęściej, należy porozmawiać z dyrektorem przedszkola, psychologiem czy pedagogiem z poradni psychologiczno- pedagogicznej  i razem weryfikować podejrzenia w rozmowie  z rodzicem, czy poprzez badanie dziecka. Od rodziców czy opiekunów oczekujemy wyjaśnień, wyników badań lekarskich dotyczących stanu zdrowia dziecka itp. W Polsce działają różne instytucje mające w swoim zakresie ochronę dziecka, nauczyciele zawsze mogą liczyć na pomoc pracowników socjalnych, asystentów rodzin, policjantów, wolontariuszy Komitetu Ochrony Praw Dziecka czy innych, którzy udzielą profesjonalnej pomocy dziecku i jego rodzinie. W sytuacji  maltretowania dziecka, co oczywiste,  pomoc musi być natychmiastowa, a sprawca pociągnięty do odpowiedzialności.

A jakie są przyczyny występowania przemocy w rodzinie?

Przede wszystkim są one uwarunkowane psychologiczne czyli wynikają z braku umiejętności kontroli emocjonalnej rodziców lub opiekunów. Brak umiejętności w zarządzaniu własnymi emocjami powoduje, że złość, gniew zamienia się w agresję i służy do redukcji napięcia, a najbezpieczniej można ją skierować na słabsze, zależne od rodzica dzieci. Osobom tym również brak poczucia własnej wartości, przeżywają w związku z tym liczne frustracje i ich upust przenoszą na dzieci. Inne przyczyny to tzw. społeczno – kulturowe związane są np. z bezrobociem, brakiem akceptacji partnera czy dziecka, również z nierealistycznymi oczekiwaniami wobec niego, czy też nabyte wzorce kulturowe, przekonania, że dzieci należy dotkliwie karać fizycznie. Paradoksalnie  doświadczanie przemocy w dzieciństwie sprzyja jej powielaniu wobec własnego dziecka. W wielu środowiskach występuje społeczna akceptacja przemocy fizycznej i psychicznej wobec dziecka i z tym związane poczucie bezkarności. Sprzyja temu niska świadomość wychowawcza rodziców, ich brak wiedzy pedagogicznej, także brak systemu wartości, czy wzorów postępowania w konkretnych sytuacjach. W wielu rodzinach o niskim statusie społeczno- ekonomicznym jej członkowie nie potrafią się komunikować ze sobą, czy szukać i dawać sobie wzajemnie wsparcie.  Zaburzenia osobowości rodziców ( osobowość antyspołeczna), choroby psychiczne lub uzależnienie od alkoholu czy narkotyków również sprzyjają przemocy. Czynniki zwiększające możliwość występowania przemocy to najczęściej: młody wiek rodziców, brak współmałżonka, brak wsparcia ze strony rodziny, izolacja społeczna, wielodzietność i występowanie przemocy między rodzicami.

Przytoczę teraz przykład Karola, 5- letniego chłopca w stosunku, do którego nauczyciele podejrzewali, że jest karany fizycznie, bity w domu. Matka niezwykle silnie temu zaprzeczała, a chłopiec podpytywany milczał. Któregoś dnia nauczycielka czytała dzieciom bajkę terapeutyczną o przemocy, zatytułowaną „Wilczek i jego przyjaciel króliczek”4 Karol w trakcie słuchania był niezwykle skupiony. Potem nauczycielka zadała dzieciom pytanie: o czym jest ta książka? Dzieci odpowiadały, że o wilczku, jego przyjacielu króliczku itp. Wówczas Karol zdenerwowany, że dzieci nie rozumieją, wstał i głośno, z napięciem zaprzeczył; nie, nie,  ta bajka jest o biciu, o tym jak tata bije dzieci, mamę. Nauczycielka opowiadała, że poczuła ciarki na całym ciele, z taką energią, emocjami dziecko ujawniło swój problem. Teraz już matka nie mogła dłużej zaprzeczać i cała rodzina została poddana terapii.

To niedobre, autentyczne zdarzenie znalazło pozytywny finał, a jednocześnie przytoczony przykład wskazuje jak wiele zależy od dociekliwości, umiejętności obserwacji dziecka i jego rodziny przez nauczyciela przedszkola.

Przytoczę teraz inny przykład dla zilustrowania innego problemu z jakim spotyka się nauczyciel przedszkola. A mianowicie 5-letni chłopiec Kubuś nagle zaczął  inicjować w zabawach dowolnych z dziećmi wyraźnie seksualne treści, dokładnie instruował je jak się mają zachowywać i co robić.   Zabawa dziecka wskazywała, że najprawdopodobniej był on świadkiem aktów seksualnych. Jego matka była osobą pozostającą w wolnym związku,  ale dość często zmieniała partnerów życiowych. Syna kochała i okazywała mu dużo czułości i zainteresowania. Poza nim miała starszego syna ( w wieku adolescencji). Poinformowano matkę o nietypowych zachowaniach Kubusia. Zasugerowano, że być może ogląda filmy pornograficzne  i poproszono, by zwracała większą uwagę na to, jak jej dziecko spędza czas wolny, co ogląda, pod czyją pozostaje opieką. Matka zgodziła się z tą sugestią i tłumaczyła, że jej starszy syn najprawdopodobniej oglądał takie filmy, a młodszy pozostając pod jego opieką również miał taką możliwość. Poinstruowano matkę jak należy teraz się zachować, czyli Kubuś nie może pozostawać pod opieką brata, a na jego zabawy seksualne nie należy zwracać uwagi, by nieopacznie takich zachowań nie wzmocnić, nie utrwalać. Natomiast  w momencie ich wystąpienia odwracać jego uwagę, zainteresować go czymś innym. Po niedługim czasie tego typu zabawy dziecka zniknęły.

Warto jeszcze powiedzieć kilka słów o problemie wykorzystywania seksualnego dziecka w aspekcie profilaktycznym, odnoszącym się do tego, co może zrobić nauczyciel przedszkola, by zabezpieczyć dzieci przed atakiem sprawców.  Powszechnie wiadomo, że corocznie wiele takich spraw pojawia się na wokandach sądowych.

Zwróćmy uwagę na zagadnienie, jakie dziecko jest najbardziej podatne na wykorzystanie seksualne, ponieważ te jego cechy stanowią podstawę oddziaływań profilaktycznych. 75% do 85% dzieci zna swojego prześladowcę, który jest osobą w kręgu rodziny, znajomych, czy sąsiadów, czyli przed tymi sprawcami możemy je zabezpieczyć. Wybierają oni dzieci, którym brak asertywności, są zaniedbane emocjonalnie (spragnione zainteresowania, mają niskie poczucie wł. wartości, często są lękliwe i odrzucane przez grupę). Sprawca okazuje im zainteresowanie, daje uwagę. Dowartościowuje dziecko przez te działania, a one wiążą je emocjonalne ze sprawcą. A on stopniowo obłaskawia, oswaja i wykorzystuje seksualnie, wciąga dziecko w pułapkę emocjonalną, jednocześnie wymaga utrzymania relacji w tajemnicy. Dziecko przeżywa ambiwalencję uczuć, bo jest ważne, dowartościowane faktem, że dorosły poświęca mu swoją uwagę, docenia je i równocześnie jest szantażowane, manipulowane lub zastraszane ( jak mama się dowie to umrze, pójdziesz do domu dziecka jeśli o tym komuś powiesz, powiem mamie, że byłeś niegrzeczny, jak się nie pobawisz ze mną, lub potem dostaniesz ulubiony deser… itp. ) Takie m.in. taktyki stosują sprawcy, których dziecko zna. Jednocześnie doświadczenia seksualne budzą w dziecku sprzeczne uczucia: wstydu, strachu, obrzydzenia i zmuszają je do ukrycia, do tajemnicy. Może się zdarzyć, że zabawy seksualne powodują pozytywne odczucia u dziecka, które są wynikiem pobudzania fizjologicznego i nie mają nic wspólnego z orgazmem, to jednak mogą wywoływać poczucie winy, co skwapliwie jest wykorzystywane przez sprawcę, bo sprzyja to utrzymaniu tajemnicy poprzez budowanie poczucia winy u dziecka ( ty tego chciałeś, ty mnie sprowokowałeś…).

Zatem w podejmowanych działaniach profilaktycznych nauczyciel powinien przede wszystkim koncentrować się na: rozwijaniu asertywności dziecka, kształtowaniu pozytywnego poczucia własnej wartości, pewności siebie, świadomości własnego ciała i poczucia niezależności. Dzieci zaniedbywane, albo wychowywane w żelaznej dyscyplinie, bezwarunkowemu podporządkowywaniu się starszym, nie potrafią odmówić, nie są asertywne.

Trzeba nauczyć dzieci dbania o własne bezpieczeństwo tak, by nie budzić lęków, ale rozwijać świadomość możliwych zagrożeń i umiejętność właściwego zachowania się.  Dodawać im odwagi, by umiały powiedzieć o tym dorosłym, do których mają zaufanie. One muszą wiedzieć, że to nigdy nie jest to ich wina, a wyłącznie dorosłych. Zatem zachęcam nauczycieli do korzystania z programów profilaktycznych, książeczek dla dzieci, które pomogą im radzić sobie w takich trudnych sytuacjach.

Dział: Artykuły
piątek, 16 sierpień 2013 12:13

Klucze

[Tutaj treść artykułu "Klucze"]

Dział: Spis etykiet
niedziela, 11 sierpień 2013 17:26

Skunks Cezary i balon złości

Tego ranka w rodzinie państwa Skunksów jak zwykle wszystko szło nie tak. I jak zwykle - o wiele za szybko. Mama się denerwowała, bo nie mogła znaleźć torebki. A gdy ją znalazła, zdenerwowała się jeszcze bardziej, bo na torebce namalowany był czerwony krzyż.
- Cezary, to moja najlepsza torebka! Czy ty zawsze musisz być taki nieznośny?! – zawołała.
Cezary chciał wyjaśnić, że to nie dlatego, że jest nieznośny, tylko że bawił się wczoraj w lekarza. I że naprawdę się starał, żeby krzyż wyszedł równo i pięknie, więc wziął najlepszy mazak, najgrubszy…

Dział: Bajki