Wyświetlenie artykułów z etykietą: konflikt

środa, 21 sierpień 2013 12:49

Złość nie jest zła

Złość to nie agresja
To że mamy problem ze złością wskazuje samo słowo, jego źródłosłów – dlatego tytuł
tego tekstu brzmi w naszych uszach nieco paradoksalnie. Złość, czy raczej – otwarte
wyrażanie złości w relacjach z innymi ludźmi stanowi potężne kulturowe tabu. Dość
powszechnie złość utożsamia się z agresją. Takie przekonanie sprawia, że boimy się tego
uczucia; bardzo często też próbujemy doprowadzić do tego, by dzieci w ogóle, w żaden
sposób nie wyrażały swojego gniewu. Zwłaszcza wobec dorosłych.
Związek pomiędzy agresją a złością jest oczywisty, ale nie są to bynajmniej pojęcia
tożsame jak zdaje się sądzić wiele osób. Zależność ta ma charakter przyczynowo - skutkowy:
gdy odczuwamy złość, może pojawić się odruch rozładowania związanego z nią napięcia
poprzez zachowania agresywne. Jednak nie zawsze tak się dzieje, nie można więc postawić
pomiędzy jednym a drugim znaku równości. A przede wszystkim: zawsze mamy zdolność
decydowania o tym jak się zachowamy. Możemy wybierać takie sposoby wyrażenia swych
uczuć i taką formę rozładowania energii, które nie zrobią nikomu krzywdy, przeciwnie –
korzystnie będą wpływać na relacje z innymi i nasze samopoczucie.
Paradoks polega na tym, że im bardziej się boimy się złości, im mniej mamy
doświadczeń konstruktywnego jej wyrażania, tym większe ryzyko, że w naszym życiu pojawi
się agresja – w postaci zamaskowanej bądź w formie zupełnie niekontrolowanego wybuchu.
Dzieci, które zwykle początkowo nie maja oporu by reagować impulsywnie, są
piętnowane i karane za coś, co jest zupełnie naturalne. Ich gwałtowne zachowania budzą lęk,
który nas zaślepia i często sprawia, że przestajemy odróżniać prawdziwe zagrożenia od
niewinnej zabawy.
W trakcie zajęć dwóch małych chłopców nagle przerywa malowanie i zaczyna się
bawić w walkę przypominającą rycerski pojedynek. Ma on najwyraźniej swoje zasady,
walczący zadają sobie ciosy w ściśle określony sposób (przypominający jakiś starodawny
rytuał). Uderzenia nie robią nikomu żadnej krzywdy, obaj chłopcy są bardzo zadowoleni.
Wspomnę jeszcze, że formuła zajęć była dość luźna, nie wykluczała robienia tego na co się
ma ochotę. W pewnym momencie pani bibliotekarka (warsztat odbywał się bibliotece)
przerwała im mówiąc: „Tu nie wolno się bić”. Minęło kilka minut i zauważyliśmy, że te same
dzieci biją się naprawdę.
Ta historia wyraźnie pokazuje, że dzieci, podobnie jak małe zwierzątka, mają czasem
potrzebę bawienia się w „bojowanie” jak nazwał to jeden z opisanych powyżej chłopców.
Dzięki temu poznają własną siłę, ale też siłę innych osób, uczą się że mogą się bronić.

Co nam mówi złość? I jak ją rozpoznajemy?
Złość pojawia się wtedy, gdy na naszej drodze staje przeszkoda uniemożliwiająca nam
zaspokajanie swych potrzeb lub osiąganie celów. To może być osoba (zabraniająca,
nakazująca, atakująca), przedmiot, sytuacja. Powód może być też wewnętrzny – brak jakiejś
umiejętności, cechy, pewności. Gniew możemy odczuwać również wtedy, gdy ktoś nas
atakuje, próbuje zrobić jakąś krzywdę, chce nam coś odebrać. We wszystkich wypadkach
uczucie to dostarcza nam energii; dość oczywiste to wtedy gdy potrzebujemy siły by bronić
się przed atakiem, ale energia potrzebna jest także do przezwyciężania całkiem trywialnych
przeszkód.
Indywidualne sygnały odczuwania gniewu mogą być bardzo różne – jeśli mamy
podstawowy kontakt z własnym ciałem, możemy poczuć potrzebę uderzania, kopania,
tupania, krzyczenia, zniszczenia czegoś. Być może poczujemy wewnątrz falę gorąca, może
mrowienie, ucisk w brzuchu albo ból głowy. Warto zrobić na własny użytek albo razem z
dziećmi listę różnych objawów wewnętrznych złości, co z pewnością ułatwi identyfikację i
rozmowę w konkretnych sytuacjach. Nie zaszkodzi też podobny spis symptomów
występujących u osoby przeżywającej gniew - obserwowanych z zewnątrz. Zaczerwienione
policzki, zaciśnięte pięści, podniesiony głos, charakterystyczny grymas na ustach,
zmarszczone czoło. Mawia się, że ktoś zzieleniał, zbladł czy zsiniał ze złości; można z jej
powodu gryźć palce, zgrzytać zębami, zachłystywać się bądź trząść. Większość tych określeń
ma charakter literacki, niektóre są nieco przesadne, ale warto z dziećmi sobie o nich
porozmawiać w celu oswajania i poznawania omawianego uczucia.
Z kolei osoba chronicznie wypierająca złość, jest pozbawiona energii, często smutna
bez powodu, kiedy podaje ci rękę, nie odwzajemnia uścisku, jej dłoń bezwładnie zwisa. Przy
minimalnej wprawie i uważności, dość łatwo kogoś takiego zidentyfikować.

Jak ze złością postępować?
Z oczywistych powodów ograniczmy się do potencjalnych sytuacji w pracy z grupą
przedszkolną. Podstawowa kwestia, to moje własne, dorosłe uczucia. Kiedy spotykam się
dziećmi, dobrze mieć jasność co do stanu własnych emocji na wejściu. Jeśli mam jakiś
problem relacyjny przyniesiony z domu, ulicy czy jakieś dorosłej przedszkolnej relacji, warto
sobie to jasno uzmysłowić, poczuć i ewentualnie zaplanować sposób rozwiązania męczącej
nas kwestii. Zwykle pomaga to wejść w relację z dziećmi bez obciążenia i zminimalizować
zagrożenie, że uczucia skąd inąd będą się mieszały z tym co dzieje się na bieżąco.
Co robić jeśli zauważamy narastający swój gniew w relacji z dziećmi; któreś z nich
czy cała grupa akurat jest bardziej niż zwykle pobudzona, nie mam poczucia panowania nad
sytuacją itp. itd. Podstawowa rzecz ro właśnie zauważenie uczucia. Jeśli wychwytujemy je w
miarę na bieżąco to już znakomicie; warto nieustannie ćwiczyć tę umiejętność. Na pewno
dobrze nam zrobi kilka głębszych oddechów. A potem? Uświadomienie sobie zazwyczaj
rozładowuje napięcie i daje możliwość podjęcie racjonalnych działań. Pozostaje zadane w
jednym z wcześniejszych tekstów pytanie na ile chcemy i potrafimy wprowadzać informacje
o swojej złości do bezpośredniej relacji z dziećmi. Ważnym argumentem za jest fakt, iż
osobisty przykład jest najlepszą dla dzieci nauką. Ale do tego trzeba mieć pełne przekonanie
i pewność, że nie własnego gniewu nie będziemy używać jako narzędzia do wymuszania lub
zastraszania swoich podopiecznych.
Wyobraźmy sobie teraz sytuację, w której to dziecko lub dzieci przeżywają
intensywną złość. Pamiętamy, że warto powstrzymać się od oceny emocji, prób zaprzeczenia
lub zlekceważenia tego co dziecko czuje. Możemy je zapytać co czuje; w pytaniu może być
sugestia: „ Wydaje mi się, że coś strasznie cię rozzłościło.”, „Czy chcesz powiedzieć dlaczego
masz minę, jakbyś była zagniewana?”. Itp. itd. Jeżeli energia dziecko roznosi lepiej na
początek zaproponować coś, co ją rozładuje. Może potupanie, ryczenie jak smok, któremu
ktoś zabrał ulubiony deser, może poboksować powietrze. Może zaśpiewać wściekłą piosenkę:
„Zły, zły, zły. Okropnie jestem zły. Mam chęć kopać i gryźć. Pokazać swoje kły!” (można
razem z dziećmi wymyślić uprzednio jakiś prosty tekst na taka okoliczność). Albo narysować
swoją złość na dużym papierze. Można fikać gniewne koziołki lub podrzeć na strzępy
niepotrzebną gazetę. Możliwości jest mnóstwo – każda osoba może mieć nieco inne
preferencje. A kiedy ślepa żądza rozładowania energii, zamieniająca się często w agresję, już
jest za nami, możemy zająć się przyczyną emocji.
W sytuacjach kiedy napięcie od początku nie wielkie i od razu udaje się porozmawiać,
zidentyfikować przyczynę gniewu i rozwiązać problem, warto nie zapomnieć by na koniec nie
zapytać dziecka czy nie ma ochoty trochę potupać lub namalować tego co czuło. Tak by
stworzyć okazję do wyrzucenia z siebie resztek złości.
Oczywiście powyższy opis i przedstawione porady to schematyczny model, żywe
sytuacje mogą skłaniać do innych interwencji, czasem interweniować w ogóle nie musimy –
jeśli w naszej ocenie dzieci są w stanie same uporać się z rozwiązaniem konfliktu.
Na koniec tej części chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Bardzo często
dorośli idą na skróty, w sytuacjach konfrontacji pomiędzy dziećmi chcą szybkiego jej
zakończenia kompletnie ignorując uczucia jej uczestników. „No, podajcie sobie ręce.” lub
„Szybko go przeproś i sprawa będzie załatwiona.” – jeżeli dzieci ciągle są na siebie wściekłe,
w ogóle nie mają ochoty się z sobą kontaktować, takie wymuszenie zgody sprawia, że na
pewno będzie ona papierowa, to właściwie zachęta do kontynuacji konfliktu przy najbliższej
okazji. Po wyjaśnieniu sprawy i wyrażeniu swoich racji zwykle musimy mieć trochę czasu by
emocje się wyciszyły, dać racjonalnemu umysłowi szansę na dojście do głosu. W przeciwnym
razie uczymy dzieci by same nie szanowały swoich uczuć i że zgoda nie jest prawdziwym
stanem uczuć i umysłu, tylko wymuszoną konwencją. Łatwo wyobrazić sobie konsekwencje
takiego przekonania w dorosłym życiu.

Złość piękności szkodzi
Stereotypów dotyczących uczuć jest wiele, ze względu na ograniczone miejsce, skupię
się tylko na tym, co moim zdaniem najbardziej szkodliwe. W wypadku złości jest to ściśle
związane ze stereotypami płci. Popularne powiedzenie przytoczone w tytule tej części tekstu
w oczywisty sposób odnosi się raczej do dziewczynek niż chłopców. Tradycyjne kulturowe
wzorce na znacznie więcej pozwalają tym drugim – kwestii wyrażania złości. Nie sądzę by
potrzebne były tu jakieś przykłady, wszyscy mamy gdzieś w głowach jakich zachowań się od
nas wymaga kiedy jesteśmy dziewczynkami, a jakich – chłopcami. Chciałbym się skupić
raczej na pokazaniu fatalnych konsekwencji tych przekonań. To, że dziewczynki oraz kobiety
są najczęstszymi ofiarami różnego rodzaju przemocy wynika nie tylko uwarunkowań
biologicznych - mniejszej siły fizycznej przeciętnej kobiety w stosunku do przeciętnego
mężczyzny. Ważniejsze jest fakt braku doświadczenia związanego z przeciwstawianiem się i
bronieniem, wyuczona uległość, brak poczucia własnej siły. Albowiem efektem chronicznego
nie dopuszczania swego gniewu do głosu, jest odbieranie sobie energii i wchodzenie w rolę
bezbronnej ofiary w sytuacji realnego zagrożenia. W większości sytuacji nie ma potrzeby by
szarpać się z napastnikiem. Najczęściej jakakolwiek zdecydowana reakcja – gest, krzyk, ostry
i jasny komunikat jest wystarczający, by uniknąć agresji. A poza tym, osoby asertywne, nie
mające problemu z ekspresją są znacznie rzadziej atakowane niż te z zablokowaną energią.
Często dziwimy się ofiarom długotrwałej przemocy, że latami znoszą upokorzenia i ból – ale
po to by szukać pomocy czy w jakikolwiek inny sposób przerwać spiralę przemocy, musimy
Nie chodzi bynajmniej o to by namawiać dziewczynki do udziału w bójkach, tylko o
świadomość, że także one czasami odczuwają złość, że mają do tego prawo. I że mają też
prawo do wyrażania swego gniewu. A także o to by pokazywać im jak mogą to robić w
sposób bezpieczny dla siebie i innych.
Oczywiście spotykamy zarówno mężczyzn z głębokim zahamowaniem jak i kobiety
nie mające problemu ze zdecydowanym stawianiem granic. Ale kulturowo i statystycznie
zdecydowanie jest to problem kobiet. Problem, który zaczyna się we wczesnym dzieciństwie
Pewnie każde z nas wielokrotnie widziało energetyczne małe dziewczynki, które nie dają
sobie w kaszę dmuchać i pięknie potrafią się złościć. To najlepszy dowód na to, że potrzeba
okazywania gniewu jest biologicznie zaprogramowana dla jednej wyłącznie płci.

Co grozi nam jeszcze?
Są też inne konsekwencje wypierania złości. Ta energia próbuje się wydostać w innej
formie – jeśli nie ma szansy na bezpośrednią ekspresję. Plotkowanie, złośliwe żarty, intrygi –
wszystko to może być nieświadomym efektem tłumienia gniewu. Zwróćmy uwagę, że znowu,
w dużej mierze są to cechy stereotypowo przypisywane kobietom.
Osoby głęboko chowające w sobie gniew mogą zapominać o dotrzymywaniu obietnic
i wywiązywaniu się z należących do nich obowiązków. Nadmiernie często mogą zdarzać się
jej drobne wypadki typu nieumyślne zniszczenie ulubionej rzeczy czy nadepnięcie komuś na
nogę (albo odwrotnie – co i raz ktoś inny niechcący robi tej osobie drobną krzywdę). Jeśli
jakiemuś dziecku przydarzają się regularnie tego typu kłopoty, mamy wskazówkę, gdzie
szukać ich przyczyny.
Druga skrajność to ślepa złość – uczucie, które nas zalewa i każe w kompulsywny,
przymusowy sposób reagować obronnie. Wszystko dzieje się automatycznie, nie jesteśmy w
stanie nad tym zapanować. Później albo żałujemy tego co zrobiliśmy albo temu zaprzeczamy.
Oba bieguny są ściśle z sobą związane: w świecie w którym istnieje zakaz otwartej
ekspresji silnych emocji, kiedy się już one uwalniają, mają moc lawiny nad którą bardzo
trudno zapanować.

Radość płynąca ze złości
Złość ma tak kiepską opinię, że niewiele osób pozytywnie potraktuje powyższy tytuł.
Raczej pomyślimy o czymś w rodzaju niezdrowej satysfakcji z zachowania agresywnego, ale
tu chodzi o coś zupełnie innego. Ciekawy jestem kto miał takie doświadczenie: Poczucie
odczuwania i obejmowania swego gniewu, tego że cała ta potężna energia jest nasza, mieści
się w naszym ciele, nie jest ani stłamszona ani nas nie przytłacza ani nie zalewa, że tylko od
nas zależy co z nią zrobimy. Kiedy pytamy małe dzieci, czy złość jest fajna, wiele z nich
odpowiada, że tak – one pewnie jeszcze są w stanie poczuć coś podobnego. My dorośli, w
większości wypadków już nie. Co nie oznacza, ze ie możemy do tego stanu powrócić.
Niezależnie od tego czy opisane przed chwilą doświadczenie jest przyjemne,
euforyczne, czy nie, warto pracować nad swoją złością tak, byśmy to my nad nią panowali, a
nie ona nad nami.
W trakcie zajęć warsztatowych mamy do czynienia z grupą dzieci, które najwyraźniej
„nosi”, biegają, krzyczą, nie mają ochoty podejmować proponowanych im zadań. Nie ma
takiej potrzeby, formuła spotkania jest otwarta, ale przeszkadzają innym, widać wyraźnie, że
lada chwila może dojść do większego między nimi konfliktu, co już zdecydowanie
pokrzyżuje nam plany. Proponujemy im zabawę w smoki i dinozaury. Wyznaczamy linię,
której nie można przekroczyć; z jednej strony smoki, z drugiej dinozaury mogą na siebie
ryczeć, szczerzyć zęby, wymachiwać rękami, tupać, robić straszne miny, ale nie wolno się
dotykać ani przekraczać linii. Po dwu, najwyżej trzech minutach, energia całkowicie się
rozładowuje, a jeden z chłopców całkiem spontanicznie siada w kącie i wymyśla taką historię:
„Jestem smokiem, który wysiaduje jajo. Jak się z niego wykluje mały smoczek, będę się z
nim bawił i pilnował żeby odrabiał lekcje. Będę się nim opiekował, aż mu wyrosną wielkie
skrzydła, jak moje i wtedy ode mnie odleci.” Po chwili inne osoby wymyślają też inne wersje:
„Będę go bił, Zjem go. Wyślę go w świat, wymyślę mu różne przygody i go inne smoki
zjedzą.”
Jak myślisz, co nam mówią te dziecięce opowieści? Niezależnie jak je
zinterpretujemy, zawsze stworzenie możliwości kontrolowanego rozładowania
nagromadzonej energii złości, przynosi pozytywne skutki.

Dział: Artykuły

Czy małe dzieci, w wieku przedszkolnym, mogą przezywać poważne, rozwojowe kryzysy? Czym taki kryzys miałby być, jak wygląda? Jak zrozumieć kryzys wczesnodziecięcy?  Zakładając, że dziecko w przedszkolu jest cztery lata, trafia do niego w wieku trzech a kończy wychowanie przedszkolne mając ok. sześciu lat, najprawdopodobniej zetknie się z dwoma kryzysami.

Mówiąc o kryzysach mam na myśli konflikty pomiędzy naturalnymi popędami dziecka, jego potrzebami, a realnością świata zewnętrznego, czyli rzeczywistością.  W dzieciństwie kształtują się relacje człowieka ze światem. Oczywiście najważniejsze relacje, które nas kształtują, to relacje z najbliższymi osobami, czyli rodzicami, ale czy wagę relacji dziecka w przedszkolu, które spędza średnio osiem godzin w nim, z wychowawczyniami i innymi dziećmi możemy pominąć?  Czy obcując z dzieckiem w przedszkolu tak dużą ilość czasu nie uczestniczymy w bardzo ważnym procesie kształtowania się dziecka a zatem, czy wpływamy na to, jak poradzi sobie z konfliktem ja- moje potrzeby a rzeczywistość?

Erikson wyróżnia dwa istotne w tym czasie kryzysy, których pozytywne rozwiązanie przysłuży się w dalszych etapach rozwoju dziecka i dorosłego człowieka. Nierozwiązanie ich spowoduje duże problemy w dorosłym życiu, pojawią się trudności w rozumieniu świata zewnętrznego i swojego wewnętrznego, problemy w relacjach z ludźmi, w pracy, rodzinie. Zatem nie trzeba przekonywać, ze nauczyciele przedszkola mają w życiu dziecka ważną rolę do spełnienia.

Jednym z nich jest kryzys autonomii i dotyczy dzieci w najmłodszych grupach przedszkolnych. Wiąże się on z ustalaniem własnych granic pomiędzy tym, co jego popędy, ciało, myśli narzucają a tym, jak inni na to reagują, do czego inni dążą. Dziecko sprawdza, co może, czego nie, ustalając tym samym własne granice. Najprawdopodobniej uporało się z problemem „ nocniczkowym” , czyli tym, czy ma się powstrzymywać, czy wydalać, co i gdzie.  Teraz będzie się mierzyć z problemem brać czy dawać.  Najprawdopodobniej będzie to sprawdzać wynosząc w kieszonce drobne przedmioty, nienależące do niego. Bardzo ważne są tu reakcje wychowawców, których rolą, paradoksalnie, jest wspierać dzieci w dążeniu do kształtowania odrębności i samokontroli, a gdy zauważą niestosowne zachowanie, bardzo umiejętnie wytłumaczyć nie wzbudzając wstydu w nieświadomym dziecku, dlaczego jego zachowanie nie powinno mieć miejsca.

Wielokrotnie słyszy się od mam, ze wzywane są na rozmowy z nauczycielami, w czasie których dowiadują się, że ich dziecko ukradło coś, ze wskazaniem, że z ich dzieckiem jest problem, że ich dziecko jest źle wychowane.  Nie wolno tego tak traktować.  Male dzieci nie maja świadomości, że kradną, nawet nie rozumieją tego abstrakcyjnego pojęcia. One najzwyczajniej sprawdzają i uczą się granic, co mogą, czego nie. Pełne rozumienia tego etapu wyjaśnienie, bez krytykowania, wzbudzania w dziecku lęku, przysłuży się, do pozytywnego przezwyciężenia kryzysu. W innym przypadku, wzmocni się poczucie bezradności- choćby z powodu nie zrozumienia krytyki, która wzmocni tylko myślenie, ze jego potrzeby są złe, wzmocni się u niego lęk przed innymi, niezrozumienie oczekiwań, co może zaowocować wycofaniem się dziecka, regresem zachowań, np. moczeniem się, choć już tego długo nie robiło, agresją, czy wrogością.

To samo dotyczy dzieci, które nie poradziły sobie z treningiem czystości i zdarza im się zanieczyszczać ubranie. Wyśmiewanie, agresywne uwagi, porównywanie z innymi dziećmi, krzyczenie, okazywanie niezadowolenia, nie przyczyni się do motywacji dziecka do pokonywania trudności. Nie należy myśleć, że jednorazowe nieadekwatne zachowanie nauczyciela miałoby takie zaburzenie w dziecku spowodować, ale jeśli reakcje wychowawcy będą nieświadome, to będzie on je powtarzał,  wtedy w świecie wewnętrznym dziecka pojawi się chaos, zatem wzmocni ono negatywne postawy. Najprawdopodobniej ustali się w dziecku dążenie do zagarniania tylko dla siebie, dążenie do posiadania i dominacji. Dążenie może przybrać formę przeciwną, dziecko stanie się niezdolne do posiadania czegokolwiek, czy kogokolwiek w przyszłości. Może nienawistnie domagać się, być uparte, nieustępliwe, czy zbyt uległe. To, co utrwala się w dziecku, gdy negatywnie rozwiąże kryzys autonomii to skłonność do zwątpienia i wstydu spowodowane poczuciem utraty samokontroli i nadmierną kontrolą innych. Poczucie wstydu zaowocuje poczuciem bycia kimś złym, nieczystym. Zwątpieniu będzie towarzyszyć poczucie, ze ktoś może ingerować za jego plecami, że trzeba się liczyć bezwzględnie z innymi.  W życiu dorosłym mogą pojawić się lęki paranoiczne, dotyczące ukrytych prześladowców i niebezpieczeństwa czyhającego za plecami, poczuciem izolacji, tendencją powtarzania pewnych czynności w stałej kolejności i tempie (nerwicą natręctw).

Umiejętne wspieranie dziecka w tym czasie, nagradzanie jego sukcesów, okazywanie mu zadowolenia, spowoduje satysfakcję, co w efekcie zaowocuje poczuciem woli. Dziecko będzie zdolne do dokonywania wyborów, podejmowania samodzielnych decyzji, konsekwencji w podjętych działaniach, odraczania, bądź powściągania wyrażania gwałtownych emocji.

Teraz można by zastanowić się jak my sami rozwiązaliśmy kryzys autonomii w wieku dziecięcym i jak jakość jego rozwiązania wpływa na nasze postawy wobec dzieci w tym rozwojowym okresie.

Dział: Artykuły
piątek, 16 sierpień 2013 12:13

Klucze

[Tutaj treść artykułu "Klucze"]

Dział: Spis etykiet
niedziela, 11 sierpień 2013 17:13

Królowa Mediacja i Eliksir Zgody

Na pewnej planecie, w pewnym kraju, w pewnym mieście, przy pewnej ulicy znajduje się pewne przedszkole, do którego chodzi pewna czwórka dzieci. Oto one: Atka, Esia, Omek i Idzio. A to jest ich tajna baza. Tajna baza znajduje się w przedszkolnym ogródku, dlatego Atka, Esia, Omek i Idzio uwielbiają spędzać tam czas. W swojej tajnej bazie odbywają dalekie wyprawy i przeżywają rozmaite przygody, nie opuszczając wcale przedszkolnego ogródka. A jak to możliwe? Bardzo prosto! Używają pradawnej sztuczki magicznej, która nazywa się WYOBRAŹNIA.

Dział: Bajki