Wyświetlenie artykułów z etykietą: lęk

środa, 21 sierpień 2013 12:46

Inne uczucia

W poprzednich dwu tekstach zajęliśmy się złością i smutkiem. W niniejszym artykule
dokonamy skrótowego przeglądu innych ważnych uczuć akcentując jedynie najistotniejsze
moim zdaniem ich aspekty. Generalnie postępowanie z pozostałymi emocjami w ogólnym
zarysie powinno być podobne jak z tymi omówionymi bardziej szczegółowo. Zawsze ważne
jest uważne obserwowanie tego co dzieje się w naszym wnętrzu, akceptowanie uczuć a nie
ich odrzucanie - zarówno we własnym wewnętrznym doświadczeniu jak i wtedy gdy
towarzyszymy w przeżywaniu innym. Ważne jest świadome oddychanie, dzięki któremu
mamy lepszy kontakt z tym co czujemy. Ważna jest komunikacja, dzielenie się z innymi tym,
co czujemy. Bardzo istotna jest umiejętność konstruktywnego odreagowywania napięcia,
uwalnianie z siebie nadmiaru energii po przeżyciu silnych emocji. Dlatego warto szukać
bezpiecznych, indywidualnie dopasowanych do przeżywającego podmiotu sposobów takiego
rozładowania.
Warto zainteresować się sferą emocji wcześniej niż wtedy gdy mamy z czymś
problem – tak jak w innych dziedzinach, profilaktyka zawsze jest bardziej bezpieczna i mniej
kosztowna niż przeciwdziałanie niepożądanym skutkom ignorancji.

Funkcje społeczne
Wstyd i zazdrość są uczuciami w szczególny sposób regulującymi nasze
funkcjonowanie społeczne. Jeśli potrafimy z nich mądrze korzystać, łatwiej zachować
równowagę pomiędzy naszymi indywidualnymi potrzebami i pragnieniami a różnego rodzaju
naciskiem grup, do których należymy oraz normami społecznymi – pragnienie
indywidualności oraz przynależności często wchodzą ze sobą w konflikt. Kierowanie się
wyłącznie własnymi potrzebami i impulsami, bez świadomości oczekiwań społecznych, może
nas wpędzić w spore tarapaty. Zaś kompletne ignorowanie potrzeb innych ludzi oddziela nas
od nich, popycha w stronę nadmiernego egocentryzmu i w konsekwencji zwraca się po jakimś
czasie przeciwko nam samym. Z kolei całkowite podporządkowanie się życzeniom i presji
otoczenia unieszczęśliwia nas i odbiera energię oraz poczucie sensu. Jednak kiedy mamy
żywy kontakt z przywołanymi tu uczuciami, mamy szansę dokonywać racjonalnych
życiowych wyborów w tym względzie.

Zazdrość
Zazdrość jest uczuciem złożonym – jego składowymi są emocje elementarne: złość i
smutek. Możemy odczuwać jedno, drugie lub oba uczucia splecione ze sobą w różnych
proporcjach; to bardzo indywidualne, związane z temperamentem, ale także z rodzajem
zazdrości i jej natężeniem. Inaczej będziemy się czuli gdy to, czego pragniemy jest absolutnie
niedostępne, a inaczej kiedy mamy poczucie, że przy pewnym wysiłku z naszej strony
jesteśmy w stanie osiągnąć to, czego zazdrościmy innym.
Zazdrość pojawia się w sytuacjach gdy odczuwamy jakiś brak lub niższość. To może
dotyczyć rzeczy materialnych, ale też przymiotów, zdolności, statusu, sukcesów; właściwie
znając trochę naturę ludzką, można stwierdzić, że potrafimy zazdrościć wszystkiego.
Zazdrość ma bardzo kiepską opinię, bardzo wiele osób dziwi się, że może ona mieć
jakikolwiek pozytywny aspekt. A tymczasem jest to uczucie bardzo pożyteczne: mówi o
naszych potrzebach, marzeniach, aspiracjach. Żyjemy w rzeczywistości społecznej, poprzez
obserwacje i naśladowanie innych osób możemy kształtować i poprawiać swoje w niej
funkcjonowanie. W dużym uproszczeniu działa to następująco: powiedzmy, że zazdroszczę
komuś sukcesów zawodowych. Jeśli sytuacja ta budzi we mnie agresję, którą kieruję
bezpośrednio lub pośrednio w stronę osób, którym zazdroszczę, staram się im zaszkodzić czy
choćby tylko źle życzę, to zazdrość zamienia się w zawiść – i staczam się w destrukcję, Z
dojrzałą reakcją mamy natomiast do czynienia wtedy, gdy emocje skłaniają mnie do analizy:
jakie jest źródło tych sukcesów, jakie cechy i umiejętności je umożliwiają, jakie warunki
sprzyjają ich osiąganiu. Co ja mogę w tym kierunku zrobić. Wówczas można podjąć decyzję:
albo podejmuję jakiś wysiłek w wytyczonym kierunku, albo sobie odpuszczam, albo
dochodzę do wniosku, że nie mam odpowiednich możliwości lub/ i predyspozycji by pójść tą
drogą. Wtedy warto poszukać sobie czegoś w zamian – by zminimalizować frustrację.
Niezależnie jaką drogą pójdę, pamiętajmy, że składowe zazdrości – złość i smutek wymagają
zajęcia się nimi, rozładowania. Warto więc sprawdzić czy nie mamy przypadkiem przy okazji
czegoś do wypłakania lub jakiejś energii złości do wyrzucenia – takie zagłębianie się w siebie
konfrontuje nas czasami z bolesnymi doświadczeniami z przeszłości.
Gdy potrafimy w ten sposób poradzić sobie z własną zazdrością, będziemy też
potrafili przekazywać sensowne wzorce postępowania z tym uczuciem dzieciom.

Wstyd
Wstyd sprawia, ze mamy odruch dostosowania się do norm lub oczekiwań większości;
w pewnym stopniu występuje samoistnie, atawistycznie, jak u wszystkich zwierząt stadnych.
Z drugiej strony jest używany intencjonalnie poprzez poszczególnych członków społeczności
jako narzędzie kształtowania zachowań innych i wpływania na tych, którzy w jakiś sposób się
wyróżniają lub wyłamują.
W obecnych czasach mamy do czynienia z sytuacją dość wyjątkową – i sprzyjającą
konfliktom wewnętrznym i zewnętrznym. W głębokiej przeszłości presja grupy była
nadzwyczaj potężna, jednostka wyrzucona poza nawias społeczności zwykle nie miała szans
na przeżycie, więc lęk przed odrzuceniem był niewiarygodnie silny. Wszyscy i wszystkie
gdzieś głęboko nosimy w sobie ślady takich doświadczeń. Z drugiej strony żyjemy w świecie
kładącym wielki nacisk na wartość indywidualności, kreatywność, odróżniania się od innych.
Aby zachować zdrową równowagę pomiędzy przystosowaniem a zaznaczeniem własnej
odrębności, powinniśmy potrafić wychwytywać sygnały wysyłane przez wstyd i za pomocą
racjonalnej części umysłu dokonywać wyboru – zbilansować ewentualne korzyści i straty
wynikające z każdej z opcji i podjąć decyzję. Czasem przeciwstawiając się większości coś
tracimy, ale ważniejsze jest dla na poczucie wierności własnym racjom. Sytuacje w których
taki wybór zagraża nam w jakiś poważny sposób, nie zdarzają się bardzo często, dlatego taki
moment analizy i ważenia racji jest ważny – gdy automatycznie, bezrefleksyjnie wybierzemy
opcję podporządkowania się, potem możemy żałować lub źle się czuć.
Nadmierny wstyd jest bardzo destrukcyjny, dlatego należy zachować wielką
ostrożność z odwoływaniem się do niego w procesie wychowawczym. Jeśli uważamy, że
dziecko w poważny potrzebuje jakiegoś upomnienia, lepiej porozmawiać z nim o tym na
osobności, wyjaśnić swoje stanowiskom spróbować poznać jego racje, zobaczyć czy ono
naprawdę rozumie czego od niego wymagamy albo jakie normy przkroczyło. Akcje
publicznego zawstydzania wiążą się zwykle z upokorzeniem zaciemniającym zdolność
rozumienia w związku z czym nie mogą być skuteczne. Nie mówiąc już że są niehumanitarne.
Silny, chroniczny wstyd jest charakterystycznym czynnikiem występującym u dzieci (i
nie tylko dzieci) z rodzin alkoholowych. Osoby, zachowujące się tak jak gdyby ich nie było,
pragnące zniknąć, bardzo często obciążone są tego rodzaju doświadczeniami. Jeśli mamy tego
świadomość, może nam to pomóc w relacji z takim dzieckiem.
Wstyd pojawia się też często wtedy, gdy mamy poczucie, ze zrobiliśmy coś złego – w
jakimś stopniu pokrywa się z tym , co nazywamy sumieniem. Ramy krótkiego artykułu nie
pozwalają na pogłębione rozważania filozoficzne, roztrząsanie czy jest to cecha wrodzona czy
nabyta. Ale warto zanotować, że jest to pewien problem do indywidualnego rozważenia – i w
dogodnej porze o tym pomyśleć.

Strach
Strach ma przede wszystkim funkcje ostrzegawcze; informuje o zagrożeniu i
mobilizuje energię. Daje siłę by uciekać lub się bronić, podsuwa intuicyjne błyskawiczne
impulsy by się schować lub w inny sposób właściwie zareagować. Dlatego model osobowości
pod tytułem „niczego się nie boję” jest w gruncie rzeczy destrukcyjny. Jeśli w jakikolwiek
sposób deprecjonujemy reakcje dziecka związane ze strachem, uczymy je w ten sposób by
ignorowało impulsy, które - w skrajnym wypadku - mogą uratować mu życie. Wychowujemy
kogoś, kto podpuszczany tekstem w rodzaju „No, chyba się nie boisz?”, zrobi największe
głupstwo, by nie za żadną cenę nie dotknął go (lub ją) zarzut tchórzostwa.
To, na co warto zwracać uwagę, to oddech. Ważny w ogóle dla odczuwania, ale
szczególnie istotny w wypadku tej emocji. Gdy mamy nawyk zaczerpnięcia głębokiego
haustu powietrza w każdej sytuacji – wtedy gdy pojawia się strach, oddech przywołuje nas do
„tu i teraz”, łatwiej szybko zorientować się czy zagrożenie jest realne czy wyimaginowane lub
wyolbrzymione i odpowiednio do tego się zachować. Z kolei ktoś, kto ze strachu oddech
całkowicie wstrzymuje, zastyga, jest zahipnotyzowany, tym bardziej może ucierpieć.
Strach to nie to samo co lęk. O ile ten pierwszy jest impulsywną reakcją na bieżące,
realne niebezpieczeństwo, drugi związany jest z traumami doznanymi w przeszłości albo
ogólnoludzkimi atawizmami (na przykład lęk przed ciemnością lub wężami). Czasem powody
lęku wydają się nam zupełnie irracjonalne lub śmieszne, ale nie warto z mety dyskredytować
osoby taki lęk przejawiającą – nigdy do końca nie wiemy jaka jest jej historia.
Proponuję sporządzenie z dziećmi wielkiego spisu różnych strachów. Gdy okaże się,
jak mogą być różne i czasem dla na niepojęte - można bać się pająków, zastrzyków,
ciemności, szybko jadących samochodów, meduz i innych galaret, psów, - łatwiej będzie
nam rozumieć jak ludzie są różni. A dla nas dorosłych, to dobra sposobność by poznać dzieci
od innej strony. Przy okazji sporządzania takiej listy, możemy rozmawiać i klasyfikować,
które zagrożenia są naprawdę niebezpieczne i w jakich okolicznościach, a jakie nie.

Duma
Wielu dorosłych obawia się, że duma jest zbyt bliska egoizmu, że od chwalenia może
przewrócić się dziecku w głowie, że cnota pokory jest tym co w trakcie wychowania należy
wpajać przede wszystkim. Ale właściwie rozumiana duma to zdrowe poczucie własnej
wartości i podmiotowości. Nie potrzebuje ona rywalizacji, udawadniania za wszelką cenę
swej wyższości, nie musi porównywać się z innymi, szukać kogoś gorszego, by być z siebie
zadowolona. Tak rozumiana duma ściśle się wiąże z realistyczną oceną własnej osoby: wiem
jakie są moje mocne strony i jestem z nich dumny, ale też wiem, że to i owo mogę poprawić,
a także zdaję sobie sprawę, ze nie jestem ideałem ani herosem i mam strony słabsze – i
akceptuję ten fakt. Istotna jest właśnie świadomość sobie, postrzeganie siebie jako bytu
dynamicznego, zdolnego do rozwoju, decydującego o sobie, ale też znająca ograniczenia –
prawdziwa duma łączy się ze szczyptą pokory.
. Kiedy zaś duma zamienia się w zadzieranie nosa czy wręcz pychę, można
podejrzewać, że kryje się za tym poczucie jakiegoś braku – wtedy mamy do czynienia z
kompensacją, czymś zamiast, a nie prawdziwym docenieniem siebie.
Z jednej strony duma jest rewersem zazdrości (nie porównujemy się z innymi, tylko
doceniamy to co mamy), z drugiej – jej uzupełnieniem (duma: fajnie jest jak jest; zazdrość:
ale może być jeszcze fajniej, jeśli zrobię to i to).

Radość
Radość pojawiała się już w artykule dotyczącym skutku, Tu dodam kilka zdań na
temat jej zadań – bo na co dzień słabo sobie to uświadamiamy. Radość pokazuje nam drogę w
życiu - co nam jest potrzebne i co nam służy. Mamy sporo powiedzeń rodzaju „najpierw
obowiązek, potem przyjemność” i tak zwanych „mądrości życiowych”, przekonań które
umniejszają lub wręcz podważają jej rolę. Jeżeli sprawiają one, że przestajemy słuchać
radości. Istnieje dość powszechne przeświadczenie, że to co przyjemne nie może łączyć się z
tym, co użyteczne, że radość to rozrywka, a praca to ciężki znój. Dobrą metaforą tej wizji
świata jest bajka o mrówce i polnym koniku. Lęki związane z podążaniem swoją drogą mają
mocne ugruntowanie w świadomości społecznej; nawet jeżeli mają jakieś uzasadnienie
wywodzące się z zamierzchłych doświadczeń ludzkości, to współcześnie działają bardziej na
zasadzie samospełniającej się przepowiedni niż trzeźwej ocenie rzeczywistości.
Dość łatwo zaobserwować, że najlepsze wyniki osiągają ludzie, którzy łączą
działalność zawodową z pasją – czyli pozostają w zgodzie ze swoją radością. A nawet gdy
nasza praca nie wiąże się z oszałamiającymi sukcesami finansowymi lub prestiżem, jeśli tylko
nas ona cieszy, łatwiej nam utrzymywanie wewnętrznej równowagi, znacznie mniej będziemy
też podatni na zagrożenie wypalenia zawodowego.
Często widzimy ile czasu, energii i entuzjazmu wkładają dzieci – w różnym wieku -
w aktywność wtedy, gdy coś je interesuje, cieszy. W systemie edukacyjnym Finlandii bardzo
duży procent czasu przeznaczonego na naukę w szkole podporządkowany jest
zainteresowaniom ucznia – czy to jest literatura czy sport, fizyka czy komputer, szkoła jest
zobowiązana wspierać, stwarzać jak najlepsze warunki do rozwijania pasji ucznia. Nauczyciel
ma wspierać i pomagać, nie narzucać i egzekwować. To sprawia, że z jednej strony dzieci
lubią chodzić do szkoły, z drugiej efekty nauczania są rewelacyjne; Finlandia ma jedne z
lepszych wskaźników światowych w tej dziedzinie. Nie wiem jakie założenia dokładnie
przyświecały twórcom tego systemu, ale podejrzewam, że nie bez znaczenia jest chęć
tworzenia w dzieciach mechanizmu wewnętrznego kojarzącego pracę z radością i energią,
potrzeba kształtowania jednostek będących podmiotami a nie przedmiotami działań innych
osób. Nie wiemy nigdy co dokładnie będziemy robić w życiu, świat zmienia się tak szybko,
że musimy uczyć się błyskawicznego dostosowywania się do wciąż nowych warunków – a
osoby potrafiące odnajdywać radość w tym co robią, będą z pewnością nie tylko szczęśliwsze
ale także bardziej efektywne.
Niniejszy cykl krótkich artykułów miał za zadanie przekonać lub dostarczyć
argumentów potwierdzający przekonanie, że nie możemy ignorować sfery uczuć. Zwłaszcza
pracując z dziećmi powinniśmy mieć podstawową wiedzę na temat działania emocji i
sposobów racjonalnego z nimi postepowania. Zachęcam gorąco do bliższego zainteresowania
się tym tematem. Żeby faktycznie odnieść korzyść, warto poświecić trochę czasu na
zagłębienie się w dostępną literaturę - i w siebie samego (lub siebie samą).

Dział: Artykuły
piątek, 16 sierpień 2013 12:13

Klucze

[Tutaj treść artykułu "Klucze"]

Dział: Spis etykiet
niedziela, 11 sierpień 2013 17:25

Panda Barbara mówi „nie”

Tego dnia panda Barbara znowu nie miała ochoty iść do przedszkola. Wcale a wcale i ani troszeczkę. Próbowała udawać chorą i pociągała nosem najmocniej jak umiała, ale mama nie dała się nabrać.

Dział: Bajki