Wyświetlenie artykułów z etykietą: panowanie nad emocjami

środa, 21 sierpień 2013 12:46

Ja i uczucia

Cywilizowanie dzikości
Dla osób pracujących z ludźmi elementarna wiedza o emocjach powinna być
absolutnie podstawowym narzędziem, bazą na której można opierać rozmaite koncepcje
wychowawcze i edukacyjne. W szczególny sposób postulat ten dotyczy pracujących z
dziećmi, a im młodsze to dzieci, tym - moim zdaniem – ta potrzeba jest bardziej paląca.
W świadomości społecznej mocno zakorzenione jest przekonanie, że dzieci są czymś
w rodzaju małych dzikusów, w związku z czym jednym z głównych zadań procesu
wychowania jest ich „cywilizowanie”. Nawet jeśli nie formułujemy już tego takimi dokładnie
słowami, oddają one dość precyzyjnie istotę naszego stosunku do dzieci. Jak mawia jedna z
moich znajomych, wychowanie i edukacja w polskich warunkach to „obróbka skrawaniem”.
Oznacza to, że dzieci traktujemy przedmiotowo, jako materiał, tworzywo do różnego rodzaju
zabiegów, a nie autonomiczne osoby z różnorodnymi cechami i potrzebami.
To materiał na osobny, duży artykuł, teraz warto jedynie stwierdzić, że niezależnie od
oceny takiej praktyki z punktu widzenia praw dziecka (czyli człowieka), jest ona na dalszą
metę zawsze nieskuteczna. To bardzo proste: jeśli traktujemy małego człowieka jako
podmiot, osobę mającą własne zdanie i potrzeby, prawie na pewno wychowamy osobę
wewnątrzsterowną, widzącą siebie i świat własnymi, nie cudzymi oczami, niepodatną na
manipulacje, nie mającą też ciągot autorytarnych. Jeżeli natomiast ignorujemy jego zdanie i
uczucia, możemy się spodziewać, że w przyszłości będzie on lub ona identycznie traktowała
innych ludzi, także nas samych.
W kontekście interesującego nas tematu ważne jest, iż w dużej mierze owa obróbka
dotyczy właśnie uczuć, ich ekspresji i nad nimi panowania. Rzecz jasna takie postawienie
sprawy nie jest pozbawione sensu, faktycznie jednym z naszych zadań jest przystosowanie
naszych podopiecznych do dorosłego życia, czyli wprowadzenia w cywilizację taką jaka ona
jest. Wszystko jest dobrze do momentu, gdy pokazujemy konstruktywne wzorce komunikacji
i ekspresji emocji informując jednocześnie jaka jest rola uczuć i jak możemy z nich korzystać.
Jednak niestety często relacja pomiędzy dzieckiem i dorosłym polaryzuje się w sposób
zdecydowanie niepożądany. Przeciętne, zdrowe dziecko podlega wszelkim instynktownym
impulsom, wyraża je z dużą ekspresją, nie ma zahamowań w tym względzie, eksperymentuje
z formami wyrażania tego co czuje. Z kolei dorosły w takim modelu zachowuje się jak cyborg
– zgodnie z ideałem kulturowym jaki obowiązywał do niedawna (i wciąż pokutuje) według
którego panowanie nad uczuciami oznacza całkowite ich wyeliminowanie.
W tym miejscu zakładam, że zgadzamy się co do szkodliwości takiego podejścia. I że
chcemy szukać takiego modelu relacji z dziećmi, w którym uczymy społecznie
akceptowanych wzorców komunikacji i współpracy nie przyczyniając się jednocześnie do
stłumienia lub odcięcia odczuwania emocji.
W pierwszych zdaniach tego artykułu wspomniałem o istnieniu różnych koncepcji
wychowawczych i edukacyjnych. Wszelkie teorie mają za zadanie uporządkowanie chaosu
różnorodnych doświadczeń, nadanie jakiejś struktury rzeczywistości wewnętrznej i
zewnętrznej człowieka, stworzenie procedur postepowania. To oczywiście ma sens i jest nam
potrzebne, ale powinniśmy także mieć pewną otwartość na zdarzenie nieoczekiwane,
doświadczenia nie mieszczące się w danej teorii. Potrzebujemy tego jako ludzie i jako osoby
pracujące z dziećmi. Kontakt z uczuciami otwiera nas na życie w całej jego różnorodności i
bogactwie. Wybija nas z rutyny. Bywa poważnym wyzwaniem, ale także szansą na rozwój.

Teoria potrzebuje praktyki
W tym miejscu pojawia się pewien problem. Polega on na tym, że w wypadku uczuć
sama wiedza teoretyczna nie wystarcza. Żeby uczyć innych jak panować nad uczuciami i w
zdrowy sposób je wyrażać, muszę mieć żywy kontakt z własnymi emocjami. Nie da się tego
nauczyć na pamięć, wykuć na blachę odpowiednie definicje, stosować gotowe schematy
postępowania.
Oto sytuacja ze współprowadzonych przeze mnie zajęć, zresztą na temat uczuć
właśnie: Mamy do czynienia z grupą kilkunastu bardzo energetycznych siedmioletnich
chłopców. W pewnym momencie obecna na zajęciach opiekunka grupy jest wzburzona
zachowaniem dzieci – jej zachowanie, gestykulacja i sposób mówienia wyraźnie wskazują,
jak bardzo jest zagniewana. Ponieważ chwile wcześniej rozmawialiśmy o złości, mówię do
niej głośno:
- Czy pani czuje teraz złość?
Kobieta na moment zastyga, a potem podniesionym głosem zaczyna wołać:
- W ogóle się nie złoszczę! Ale jak się zaraz naprawdę rozgniewam, to pożałujecie.
Jak nadal będziecie się tak zachowywać, to szybko się o tym przekonacie! (komunikat
skierowany jest do dzieci, nie jest bezpośrednią odpowiedzią na moje pytanie).
Wyraźnie widać, że złość w niej aż kipi. Dostrzega to prawdopodobnie większość dzieci.
Jednak najbardziej zainteresowana osoba jest tak zafiksowana na zaprzeczaniu temu, co czuje,
że – na ten moment – zupełnie traci kontakt z rzeczywistością.
Moją intencją było wychwycenie tego, co rzeczywiście się w danej chwili dzieje,
porozmawianie, doprowadzenie do jakiegoś rozwiązania, wspólne wyciągnięcie wniosków.
Ale gdy osoba mająca w grupie kluczową pozycję nie była w stanie zachować przytomności
umysłu, uruchomiły się w niej ślepe mechanizmy obronne, przestało być to możliwe –
przynajmniej w tym momencie. Na szczęście zawsze można do każdej sprawy wrócić,
wyjaśnić i wyciągnąć wnioski.
W pracy z grupami starszych dzieci lub młodzieży trudno zachować jakikolwiek
autorytet tak bardzo rozmijając się z rzeczywistością, ale i całkiem małe dzieci dostrzegają
znacznie więcej niż się wydaje się większości dorosłych.
Nie chodzi mi absolutnie, by kogokolwiek krytykować lub obśmiewać. Opisana
scenka ilustruje jedynie powyżej przekazaną tezę o konieczności bieżącej świadomości tego
co się czuje. Prawda jest taka, że każdy i każda z nas, nawet ze świadomością i
doświadczeniem w wychwytywania uczuć, czasami się gubi, coś pomija, nie reaguje w porę.
To żaden powód do wstydu – o ile potrafimy się na takich potknięciach uczyć.

Prywatny katalog uczuć
Co zatem mamy zrobić by lepiej radzić sobie z emocjami własnymi i tymi
pojawiającymi się u dzieci? Kilkakrotnie podkreślałem kulturowy kontekst naszych
uwarunkowań w tym względzie. To on określa ogólny klimat, kształtuje nasz stosunek do
uczuć w ogóle. Jednak to, co konkretnie dzieje się w naszym życiu, zarówno prywatnym jak
zawodowym, zależy przede wszystkim od naszych indywidualnych doświadczeń. To, jakie
emocje sprawiają nam problem, a jakie zauważamy i okazujemy bez problemu, zależy od
naszej życiowej historii, temperamentu, w jakiejś mierze od stereotypów związanych z
płciami, środowiska w jakim się znajdujemy.
Proponuję stworzenie prywatnego katalogu podstawowych uczuć – po to by określić
na własny użytek stan na chwilę obecną; jeśli wiem na czym stoję, mogę podjąć decyzję co
chcę zmienić – w jakim celu, w jaki sposób, w jakiej kolejności,.
Wypisz uczucia: strach, złość, radość, złość, smutek, zazdrość, duma. Przy każdym
postaraj się możliwie precyzyjnie i uczciwie opisać swój do niego stosunek. Podam za chwilę
szereg pytań, które mogą taki opis ułatwić, można nawet stworzyć sobie tabelkę. Ale równie
dobrze będzie, jeśli zrobisz to inaczej, po swojemu. A oto pytania pomocnicze:
Jaka jest moja pierwsza reakcja kiedy przywołuję dane uczucie – opór, akceptacja czy
też neutralna?
Czy często je odczuwam? Czy mam wówczas na bieżąco świadomość tego co czuję?
Czy może przychodzi ona dopiero po jakimś czasie?
Jak często mam z nim do czynienie? Czy stanowi dla mnie jakiś problem?
Czy mam poczucie, że wiem jak się z nim obchodzić – sama z sobą i jak je wyrażać w
relacjach z innymi?
Czy pamiętam jakieś szczególne doświadczenie związane z danym uczuciem? Kiedy
jego wyrażenie lub nie wyrażenie miało poważne konsekwencje?
Jak odbieram to uczucie wyrażane przez innych? Czy czuję jakiś opór, niechęć,
zażenowanie, czy wywołuje we mnie myśli krytyczne?
Jakie formy publicznej ekspresji tego uczucia uważam za pozytywne, dopuszczalne, a
jakie nie?
Nie jest możliwe by któreś z elementarnych uczuć nigdy się w życiu nie pojawiło; jeśli
z analizy wychodzi nam taki wniosek, warto dokładniej przyjrzeć się temu uczuciu i sobie.

Wątpliwości
Wiele osób ma opór przed wchodzeniem w obszar edukacji emocjonalnej. Wynika to z
powszechnego przekonania, iż jest to domena specjalistów, zajmowanie się nią wymaga
specjalnych predyspozycji i/lub specjalistycznej wiedzy. A psychologia i psychologowie –
mimo szybko zachodzących w tym zakresie zmian - wciąż wśród dużej grupy osób wzbudzają
pewien opór, budzą skojarzenia z jednej strony z jakąś wiedzą tajemną, z drugiej –
zajmowaniem się wyłącznie patologiami i bardzo trudnymi problemami. To co ja proponuję
nazwałbym autopsychologią. Nie chodzi w tym słowie o psychologię samochodową , ale o
zupełnie elementarne zainteresowanie własną osobą, mechanizmami jakie rządzą naszym
życiem, zasadniczymi pytaniami: „dlaczego jestem jaka jestem?”, „dlaczego przydarza mi się
w życiu to, a nie owo?”, „dlaczego inni odbierają moje zachowanie inaczej niż ja sama?” itp.
itd. Na tym poziomie nie musimy uciekać się do opinii ekspertów – mając zaufanie do tego co
czujemy, jesteśmy najlepszymi specjalistami i ekspertkami od siebie samych. Nie namawiam
bynajmniej do ignorowania kompetencji specjalistów, ale dysponując odpowiednią
motywacją, uważnością i wrażliwością, z pomocą świadomego oddychania, możemy rozwijać
w sobie intuicję i zdobywać wciąż nową wiedzę. Ja sam jestem z wykształcenia artystą
plastykiem, ale po latach różnych doświadczeń w pracy z dziećmi i młodzieżą mogłem
stworzyć serię bajek o uczuciach, które od dziesięciu już lat z powodzeniem funkcjonują na
rynku.

Realistyczna samoocena
Wszyscy miewamy trudności, jakieś ślepe plamki w postrzeganiu siebie i innych;
ważne by je potrafić rozpoznawać, mieć do siebie otwarty stosunek. Miałem okazję
obserwować jak błędy popełniają ludzie z super profesjonalnym przygotowaniem, jak własne
uwarunkowania i przekonania wpływają na ich pracę. Ja sam oczywiście także nieraz
grzęzłem na mieliznach. W gruncie rzeczy są to trudność będące w rzeczywistości szansą na
rozwój, na samodoskonalenie.
Dlatego usilnie wszystkich namawiam by, przy okazji tworzenie Prywatnego Katalogu
Uczuć, sobie samej czy samemu otwarcie powiedzieć z czym mamy trudność, co nas
przeraża, co wydaje się nie do przeskoczenia. Nie porywać się z motyką na słońce, nie
udawać przed sobą i innymi. W pracy i w relacjach stosować metody, do których mamy
przekonanie. Jeśli na przykład wyjątkowo trudno mi znieść każdy płacz dziecka albo kurczę
się wewnętrznie w każdej sytuacji głośnej kłótni, trudno oczekiwać, że będę w stanie
sensownie komuś pomóc; moja reakcja najwyraźniej jest nadmiernie uwarunkowana. To
sygnał, że mamy coś do zrobienia we własnym zakresie.
Takie jasne uzmysłowienie sobie własnych ograniczeń może być świetną odskocznią
do spokojnych działań mających na celu ich przezwyciężenie. Często sama ich świadomość,
uczciwe postawienie sprawy jest już w pewnym stopniu uzdrawiające. Z kolei zaprzeczanie
ograniczeniom i ich wypieranie, tylko je podtrzymuje i daje im pożywkę.

Ekspresja niewerbalna
Na koniec zajmijmy się zapowiedzianymi w poprzednim artykule różnymi sposobami
rozładowywania energii emocji. Naprawdę poważny problem może mieć miejsce wtedy, gdy
człowiek przez bardzo długi czas nie dopuszczał do siebie jakiegoś uczucia. Takie
nagromadzenie sprawia, że, na przykład, łzy wydają się nie mieć końca albo wściekłość jest
tak potężna i ślepa, że może być niebezpieczna dla otoczenia. Jednak podobne sytuacje
prawie nie dotyczą małych dzieci. Specjalistyczna asysta może być wskazana w pracy
terapeutycznej z osobami dorosłymi. W warunkach przedszkolnych uwalnianie energii raczej
dotyczy bieżących spraw, ewentualnie może mieć charakter zabaw profilaktycznych,
uczących jak postępować z gwałtownymi uczuciami.
Co zatem proponuję? Można żartobliwie powiedzieć, że sztukę. Wszystkie rodzaje
ekspresji artystycznej (nie rozumianej w sensie profesjonalnym) mają zbawienny wpływ na
stan naszych emocji. Nieco bardziej szczegółowe propozycję przedstawię w tekstach
dotyczących konkretnych uczuć, tu wyszczególnimy tylko grupy różnych aktywności.

Ruch. Dla większości dzieci w wieku przedszkolnym jest to naturalny i najbardziej skuteczny
sposób rozładowania. Wszelkie zabawy pantomimiczne, tupanie, wymachiwanie rękami,
właściwie można robić wszystko czego domaga się ciało – z wyjątkiem tego co może komuś
zagrażać. Naszym niezawodnym patentem jest „ścieżka uczuć”, na której poruszamy się tak
jak nasze uczucia; pytanie brzmi: jak chodzi złość, smutek, strach, wstyd i pozostałe uczucia.
Zamień się w konkretne uczucie i pokaż jak się ono porusza. Mogą to być także tańce
poszczególnych emocji. Albo „Ministerstwo Dziwnych Kroków”.

Obraz. Wszelka ekspresja plastyczna też świetnie się sprawdza w większości wypadków.
Nie zawsze to możliwe, ale zalecam używanie dużych formatów i takich technik, które dają
dużą swobodę ekspresji – pasteli, farb, węgla. Można też rysować patykiem w pisaku lub
ziemi, kredą na betonie, szukać innych niekonwencjonalnych sposobów.

Dźwięk. Oczywiście może to być muzyka, czyli śpiewanie bardzo smutnych, wściekłych,
mocno przestraszonych czy cichutkich, zawstydzonych piosenek bez słów. Ale
nieartykułowane powrzeszczenie też jest bardzo skuteczne. Lepiej pobawić się takim
wrzaskiem w sposób kontrolowany niż mieć do czynienia z hałasem, który wciąż się spod
kontroli wymyka. Kilkuletnie dzieci, przynajmniej spora ich część, dość chętnie reagują na
tego rodzaju propozycje. W szkole zazwyczaj opór wewnętrzny i presja zewnętrzna nie
pozwalają już na używanie tego rodzaju metod.

Opowiadanie. W wypadku dzieci w wieku szkolnym, można proponować by same
zapisywały wymyślone przez siebie historyjki o uczuciach albo takie w których uczucia
odgrywają ważna rolę. Jeśli chodzi o przedszkolaków – jeśli mamy indywidualny kontakt z
dzieckiem, możemy zapisywać to, co ono wymyśla, dzięki czemu opowieść nabiera większej
wagi a ponadto zyskujemy pretekst i materiał do ewentualnej rozmowy.

Uwaga! Ważne zastrzeżenie. We wszelkich powyżej przedstawionych działaniach
„odpuszczamy” sobie wszelkie kryteria i oceny. Nie jest ważne czy obrazek jest piękny czy
niechlujny, czy piosenka brzmi nieczysto, czy w opowiadaniu są jakieś błędy. Ważne jest by
wyrażanie tego co się czuje było możliwie swobodne. Jedyne ograniczenie to bezpieczeństwo
– własne i innych osób.
Wszystkie opisane powyżej sposoby dla większości nie są pewnie odkryciem
Ameryki. Istotne jest by odwoływać się do nich w kontekście uczuć, tak by utrwalało się w
dzieciach ( i nas samych) przekonanie, że są fajne i akceptowane sposoby wyrażania tego co
się czuje. Możemy stworzyć i zaproponować grupie pewne rytuały służące rozładowywaniu
napięcia, znaleźć dla nich miejsce. Dobrze się tez sprawdza stworzenie katalogu
dopuszczalnych form ekspresji uczuć, do którego można się w razie potrzeby odwoływać.
A teraz czas przy bliżej przyjrzeć się konkretnym wybranym emocjom.

Dział: Artykuły
piątek, 16 sierpień 2013 12:13

Klucze

[Tutaj treść artykułu "Klucze"]

Dział: Spis etykiet
niedziela, 11 sierpień 2013 17:26

Skunks Cezary i balon złości

Tego ranka w rodzinie państwa Skunksów jak zwykle wszystko szło nie tak. I jak zwykle - o wiele za szybko. Mama się denerwowała, bo nie mogła znaleźć torebki. A gdy ją znalazła, zdenerwowała się jeszcze bardziej, bo na torebce namalowany był czerwony krzyż.
- Cezary, to moja najlepsza torebka! Czy ty zawsze musisz być taki nieznośny?! – zawołała.
Cezary chciał wyjaśnić, że to nie dlatego, że jest nieznośny, tylko że bawił się wczoraj w lekarza. I że naprawdę się starał, żeby krzyż wyszedł równo i pięknie, więc wziął najlepszy mazak, najgrubszy…

Dział: Bajki