Wyświetlenie artykułów z etykietą: radość

środa, 21 sierpień 2013 12:49

Złość nie jest zła

Złość to nie agresja
To że mamy problem ze złością wskazuje samo słowo, jego źródłosłów – dlatego tytuł
tego tekstu brzmi w naszych uszach nieco paradoksalnie. Złość, czy raczej – otwarte
wyrażanie złości w relacjach z innymi ludźmi stanowi potężne kulturowe tabu. Dość
powszechnie złość utożsamia się z agresją. Takie przekonanie sprawia, że boimy się tego
uczucia; bardzo często też próbujemy doprowadzić do tego, by dzieci w ogóle, w żaden
sposób nie wyrażały swojego gniewu. Zwłaszcza wobec dorosłych.
Związek pomiędzy agresją a złością jest oczywisty, ale nie są to bynajmniej pojęcia
tożsame jak zdaje się sądzić wiele osób. Zależność ta ma charakter przyczynowo - skutkowy:
gdy odczuwamy złość, może pojawić się odruch rozładowania związanego z nią napięcia
poprzez zachowania agresywne. Jednak nie zawsze tak się dzieje, nie można więc postawić
pomiędzy jednym a drugim znaku równości. A przede wszystkim: zawsze mamy zdolność
decydowania o tym jak się zachowamy. Możemy wybierać takie sposoby wyrażenia swych
uczuć i taką formę rozładowania energii, które nie zrobią nikomu krzywdy, przeciwnie –
korzystnie będą wpływać na relacje z innymi i nasze samopoczucie.
Paradoks polega na tym, że im bardziej się boimy się złości, im mniej mamy
doświadczeń konstruktywnego jej wyrażania, tym większe ryzyko, że w naszym życiu pojawi
się agresja – w postaci zamaskowanej bądź w formie zupełnie niekontrolowanego wybuchu.
Dzieci, które zwykle początkowo nie maja oporu by reagować impulsywnie, są
piętnowane i karane za coś, co jest zupełnie naturalne. Ich gwałtowne zachowania budzą lęk,
który nas zaślepia i często sprawia, że przestajemy odróżniać prawdziwe zagrożenia od
niewinnej zabawy.
W trakcie zajęć dwóch małych chłopców nagle przerywa malowanie i zaczyna się
bawić w walkę przypominającą rycerski pojedynek. Ma on najwyraźniej swoje zasady,
walczący zadają sobie ciosy w ściśle określony sposób (przypominający jakiś starodawny
rytuał). Uderzenia nie robią nikomu żadnej krzywdy, obaj chłopcy są bardzo zadowoleni.
Wspomnę jeszcze, że formuła zajęć była dość luźna, nie wykluczała robienia tego na co się
ma ochotę. W pewnym momencie pani bibliotekarka (warsztat odbywał się bibliotece)
przerwała im mówiąc: „Tu nie wolno się bić”. Minęło kilka minut i zauważyliśmy, że te same
dzieci biją się naprawdę.
Ta historia wyraźnie pokazuje, że dzieci, podobnie jak małe zwierzątka, mają czasem
potrzebę bawienia się w „bojowanie” jak nazwał to jeden z opisanych powyżej chłopców.
Dzięki temu poznają własną siłę, ale też siłę innych osób, uczą się że mogą się bronić.

Co nam mówi złość? I jak ją rozpoznajemy?
Złość pojawia się wtedy, gdy na naszej drodze staje przeszkoda uniemożliwiająca nam
zaspokajanie swych potrzeb lub osiąganie celów. To może być osoba (zabraniająca,
nakazująca, atakująca), przedmiot, sytuacja. Powód może być też wewnętrzny – brak jakiejś
umiejętności, cechy, pewności. Gniew możemy odczuwać również wtedy, gdy ktoś nas
atakuje, próbuje zrobić jakąś krzywdę, chce nam coś odebrać. We wszystkich wypadkach
uczucie to dostarcza nam energii; dość oczywiste to wtedy gdy potrzebujemy siły by bronić
się przed atakiem, ale energia potrzebna jest także do przezwyciężania całkiem trywialnych
przeszkód.
Indywidualne sygnały odczuwania gniewu mogą być bardzo różne – jeśli mamy
podstawowy kontakt z własnym ciałem, możemy poczuć potrzebę uderzania, kopania,
tupania, krzyczenia, zniszczenia czegoś. Być może poczujemy wewnątrz falę gorąca, może
mrowienie, ucisk w brzuchu albo ból głowy. Warto zrobić na własny użytek albo razem z
dziećmi listę różnych objawów wewnętrznych złości, co z pewnością ułatwi identyfikację i
rozmowę w konkretnych sytuacjach. Nie zaszkodzi też podobny spis symptomów
występujących u osoby przeżywającej gniew - obserwowanych z zewnątrz. Zaczerwienione
policzki, zaciśnięte pięści, podniesiony głos, charakterystyczny grymas na ustach,
zmarszczone czoło. Mawia się, że ktoś zzieleniał, zbladł czy zsiniał ze złości; można z jej
powodu gryźć palce, zgrzytać zębami, zachłystywać się bądź trząść. Większość tych określeń
ma charakter literacki, niektóre są nieco przesadne, ale warto z dziećmi sobie o nich
porozmawiać w celu oswajania i poznawania omawianego uczucia.
Z kolei osoba chronicznie wypierająca złość, jest pozbawiona energii, często smutna
bez powodu, kiedy podaje ci rękę, nie odwzajemnia uścisku, jej dłoń bezwładnie zwisa. Przy
minimalnej wprawie i uważności, dość łatwo kogoś takiego zidentyfikować.

Jak ze złością postępować?
Z oczywistych powodów ograniczmy się do potencjalnych sytuacji w pracy z grupą
przedszkolną. Podstawowa kwestia, to moje własne, dorosłe uczucia. Kiedy spotykam się
dziećmi, dobrze mieć jasność co do stanu własnych emocji na wejściu. Jeśli mam jakiś
problem relacyjny przyniesiony z domu, ulicy czy jakieś dorosłej przedszkolnej relacji, warto
sobie to jasno uzmysłowić, poczuć i ewentualnie zaplanować sposób rozwiązania męczącej
nas kwestii. Zwykle pomaga to wejść w relację z dziećmi bez obciążenia i zminimalizować
zagrożenie, że uczucia skąd inąd będą się mieszały z tym co dzieje się na bieżąco.
Co robić jeśli zauważamy narastający swój gniew w relacji z dziećmi; któreś z nich
czy cała grupa akurat jest bardziej niż zwykle pobudzona, nie mam poczucia panowania nad
sytuacją itp. itd. Podstawowa rzecz ro właśnie zauważenie uczucia. Jeśli wychwytujemy je w
miarę na bieżąco to już znakomicie; warto nieustannie ćwiczyć tę umiejętność. Na pewno
dobrze nam zrobi kilka głębszych oddechów. A potem? Uświadomienie sobie zazwyczaj
rozładowuje napięcie i daje możliwość podjęcie racjonalnych działań. Pozostaje zadane w
jednym z wcześniejszych tekstów pytanie na ile chcemy i potrafimy wprowadzać informacje
o swojej złości do bezpośredniej relacji z dziećmi. Ważnym argumentem za jest fakt, iż
osobisty przykład jest najlepszą dla dzieci nauką. Ale do tego trzeba mieć pełne przekonanie
i pewność, że nie własnego gniewu nie będziemy używać jako narzędzia do wymuszania lub
zastraszania swoich podopiecznych.
Wyobraźmy sobie teraz sytuację, w której to dziecko lub dzieci przeżywają
intensywną złość. Pamiętamy, że warto powstrzymać się od oceny emocji, prób zaprzeczenia
lub zlekceważenia tego co dziecko czuje. Możemy je zapytać co czuje; w pytaniu może być
sugestia: „ Wydaje mi się, że coś strasznie cię rozzłościło.”, „Czy chcesz powiedzieć dlaczego
masz minę, jakbyś była zagniewana?”. Itp. itd. Jeżeli energia dziecko roznosi lepiej na
początek zaproponować coś, co ją rozładuje. Może potupanie, ryczenie jak smok, któremu
ktoś zabrał ulubiony deser, może poboksować powietrze. Może zaśpiewać wściekłą piosenkę:
„Zły, zły, zły. Okropnie jestem zły. Mam chęć kopać i gryźć. Pokazać swoje kły!” (można
razem z dziećmi wymyślić uprzednio jakiś prosty tekst na taka okoliczność). Albo narysować
swoją złość na dużym papierze. Można fikać gniewne koziołki lub podrzeć na strzępy
niepotrzebną gazetę. Możliwości jest mnóstwo – każda osoba może mieć nieco inne
preferencje. A kiedy ślepa żądza rozładowania energii, zamieniająca się często w agresję, już
jest za nami, możemy zająć się przyczyną emocji.
W sytuacjach kiedy napięcie od początku nie wielkie i od razu udaje się porozmawiać,
zidentyfikować przyczynę gniewu i rozwiązać problem, warto nie zapomnieć by na koniec nie
zapytać dziecka czy nie ma ochoty trochę potupać lub namalować tego co czuło. Tak by
stworzyć okazję do wyrzucenia z siebie resztek złości.
Oczywiście powyższy opis i przedstawione porady to schematyczny model, żywe
sytuacje mogą skłaniać do innych interwencji, czasem interweniować w ogóle nie musimy –
jeśli w naszej ocenie dzieci są w stanie same uporać się z rozwiązaniem konfliktu.
Na koniec tej części chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Bardzo często
dorośli idą na skróty, w sytuacjach konfrontacji pomiędzy dziećmi chcą szybkiego jej
zakończenia kompletnie ignorując uczucia jej uczestników. „No, podajcie sobie ręce.” lub
„Szybko go przeproś i sprawa będzie załatwiona.” – jeżeli dzieci ciągle są na siebie wściekłe,
w ogóle nie mają ochoty się z sobą kontaktować, takie wymuszenie zgody sprawia, że na
pewno będzie ona papierowa, to właściwie zachęta do kontynuacji konfliktu przy najbliższej
okazji. Po wyjaśnieniu sprawy i wyrażeniu swoich racji zwykle musimy mieć trochę czasu by
emocje się wyciszyły, dać racjonalnemu umysłowi szansę na dojście do głosu. W przeciwnym
razie uczymy dzieci by same nie szanowały swoich uczuć i że zgoda nie jest prawdziwym
stanem uczuć i umysłu, tylko wymuszoną konwencją. Łatwo wyobrazić sobie konsekwencje
takiego przekonania w dorosłym życiu.

Złość piękności szkodzi
Stereotypów dotyczących uczuć jest wiele, ze względu na ograniczone miejsce, skupię
się tylko na tym, co moim zdaniem najbardziej szkodliwe. W wypadku złości jest to ściśle
związane ze stereotypami płci. Popularne powiedzenie przytoczone w tytule tej części tekstu
w oczywisty sposób odnosi się raczej do dziewczynek niż chłopców. Tradycyjne kulturowe
wzorce na znacznie więcej pozwalają tym drugim – kwestii wyrażania złości. Nie sądzę by
potrzebne były tu jakieś przykłady, wszyscy mamy gdzieś w głowach jakich zachowań się od
nas wymaga kiedy jesteśmy dziewczynkami, a jakich – chłopcami. Chciałbym się skupić
raczej na pokazaniu fatalnych konsekwencji tych przekonań. To, że dziewczynki oraz kobiety
są najczęstszymi ofiarami różnego rodzaju przemocy wynika nie tylko uwarunkowań
biologicznych - mniejszej siły fizycznej przeciętnej kobiety w stosunku do przeciętnego
mężczyzny. Ważniejsze jest fakt braku doświadczenia związanego z przeciwstawianiem się i
bronieniem, wyuczona uległość, brak poczucia własnej siły. Albowiem efektem chronicznego
nie dopuszczania swego gniewu do głosu, jest odbieranie sobie energii i wchodzenie w rolę
bezbronnej ofiary w sytuacji realnego zagrożenia. W większości sytuacji nie ma potrzeby by
szarpać się z napastnikiem. Najczęściej jakakolwiek zdecydowana reakcja – gest, krzyk, ostry
i jasny komunikat jest wystarczający, by uniknąć agresji. A poza tym, osoby asertywne, nie
mające problemu z ekspresją są znacznie rzadziej atakowane niż te z zablokowaną energią.
Często dziwimy się ofiarom długotrwałej przemocy, że latami znoszą upokorzenia i ból – ale
po to by szukać pomocy czy w jakikolwiek inny sposób przerwać spiralę przemocy, musimy
Nie chodzi bynajmniej o to by namawiać dziewczynki do udziału w bójkach, tylko o
świadomość, że także one czasami odczuwają złość, że mają do tego prawo. I że mają też
prawo do wyrażania swego gniewu. A także o to by pokazywać im jak mogą to robić w
sposób bezpieczny dla siebie i innych.
Oczywiście spotykamy zarówno mężczyzn z głębokim zahamowaniem jak i kobiety
nie mające problemu ze zdecydowanym stawianiem granic. Ale kulturowo i statystycznie
zdecydowanie jest to problem kobiet. Problem, który zaczyna się we wczesnym dzieciństwie
Pewnie każde z nas wielokrotnie widziało energetyczne małe dziewczynki, które nie dają
sobie w kaszę dmuchać i pięknie potrafią się złościć. To najlepszy dowód na to, że potrzeba
okazywania gniewu jest biologicznie zaprogramowana dla jednej wyłącznie płci.

Co grozi nam jeszcze?
Są też inne konsekwencje wypierania złości. Ta energia próbuje się wydostać w innej
formie – jeśli nie ma szansy na bezpośrednią ekspresję. Plotkowanie, złośliwe żarty, intrygi –
wszystko to może być nieświadomym efektem tłumienia gniewu. Zwróćmy uwagę, że znowu,
w dużej mierze są to cechy stereotypowo przypisywane kobietom.
Osoby głęboko chowające w sobie gniew mogą zapominać o dotrzymywaniu obietnic
i wywiązywaniu się z należących do nich obowiązków. Nadmiernie często mogą zdarzać się
jej drobne wypadki typu nieumyślne zniszczenie ulubionej rzeczy czy nadepnięcie komuś na
nogę (albo odwrotnie – co i raz ktoś inny niechcący robi tej osobie drobną krzywdę). Jeśli
jakiemuś dziecku przydarzają się regularnie tego typu kłopoty, mamy wskazówkę, gdzie
szukać ich przyczyny.
Druga skrajność to ślepa złość – uczucie, które nas zalewa i każe w kompulsywny,
przymusowy sposób reagować obronnie. Wszystko dzieje się automatycznie, nie jesteśmy w
stanie nad tym zapanować. Później albo żałujemy tego co zrobiliśmy albo temu zaprzeczamy.
Oba bieguny są ściśle z sobą związane: w świecie w którym istnieje zakaz otwartej
ekspresji silnych emocji, kiedy się już one uwalniają, mają moc lawiny nad którą bardzo
trudno zapanować.

Radość płynąca ze złości
Złość ma tak kiepską opinię, że niewiele osób pozytywnie potraktuje powyższy tytuł.
Raczej pomyślimy o czymś w rodzaju niezdrowej satysfakcji z zachowania agresywnego, ale
tu chodzi o coś zupełnie innego. Ciekawy jestem kto miał takie doświadczenie: Poczucie
odczuwania i obejmowania swego gniewu, tego że cała ta potężna energia jest nasza, mieści
się w naszym ciele, nie jest ani stłamszona ani nas nie przytłacza ani nie zalewa, że tylko od
nas zależy co z nią zrobimy. Kiedy pytamy małe dzieci, czy złość jest fajna, wiele z nich
odpowiada, że tak – one pewnie jeszcze są w stanie poczuć coś podobnego. My dorośli, w
większości wypadków już nie. Co nie oznacza, ze ie możemy do tego stanu powrócić.
Niezależnie od tego czy opisane przed chwilą doświadczenie jest przyjemne,
euforyczne, czy nie, warto pracować nad swoją złością tak, byśmy to my nad nią panowali, a
nie ona nad nami.
W trakcie zajęć warsztatowych mamy do czynienia z grupą dzieci, które najwyraźniej
„nosi”, biegają, krzyczą, nie mają ochoty podejmować proponowanych im zadań. Nie ma
takiej potrzeby, formuła spotkania jest otwarta, ale przeszkadzają innym, widać wyraźnie, że
lada chwila może dojść do większego między nimi konfliktu, co już zdecydowanie
pokrzyżuje nam plany. Proponujemy im zabawę w smoki i dinozaury. Wyznaczamy linię,
której nie można przekroczyć; z jednej strony smoki, z drugiej dinozaury mogą na siebie
ryczeć, szczerzyć zęby, wymachiwać rękami, tupać, robić straszne miny, ale nie wolno się
dotykać ani przekraczać linii. Po dwu, najwyżej trzech minutach, energia całkowicie się
rozładowuje, a jeden z chłopców całkiem spontanicznie siada w kącie i wymyśla taką historię:
„Jestem smokiem, który wysiaduje jajo. Jak się z niego wykluje mały smoczek, będę się z
nim bawił i pilnował żeby odrabiał lekcje. Będę się nim opiekował, aż mu wyrosną wielkie
skrzydła, jak moje i wtedy ode mnie odleci.” Po chwili inne osoby wymyślają też inne wersje:
„Będę go bił, Zjem go. Wyślę go w świat, wymyślę mu różne przygody i go inne smoki
zjedzą.”
Jak myślisz, co nam mówią te dziecięce opowieści? Niezależnie jak je
zinterpretujemy, zawsze stworzenie możliwości kontrolowanego rozładowania
nagromadzonej energii złości, przynosi pozytywne skutki.

Dział: Artykuły

Czyli co ma smutek do radości
Smutek budzi o wiele większy strach i opór niż można by się spodziewać. Nasza
kultura nastawiona na działanie, rywalizację i osiąganie sukcesów, stara usunąć ze
świadomości wszystko to co wiąże się z utratą, przegraną, bezradnością. Tymczasem po to
byśmy mogli odkrywać nowe możliwości – w sobie i w świecie zewnętrznym – musimy
pożegnać się z tym, co nie jest już potrzebne, co odchodzi. Czasem po to, by zyskać nowe
siły, musimy doświadczyć smutku pożegnania i wiążącego się z nim braku energii. Gdyż
smutek, w odróżnieniu od większości emocji, wiąże się nie z mobilizacją energii, a z jej
wygaszaniem.
Czasem unikamy smutku z obawy przed wpadnięciem w czarną dziurę, która nas
wessie. Efekt takiej ucieczki jest dokładnie odwrotny: jeśli nie przeżywasz na bieżąco
drobnych zmartwień, potem nie potrafisz opłakać większych strat, smutek będzie się w tobie
kumulował i w rezultacie możesz wpaść w naprawdę ciężką depresję. Lęk przed smutkiem
sprawia, że nie tylko sami robimy sobie krzywdę, ale też nie potrafimy mądrze towarzyszyć
dzieciom, kiedy spotykają się z czymś przykrym. Najczęściej albo pozostawiamy je same,
albo ignorujemy ich uczucia, albo na siłę pocieszamy – co również jest formą lekceważenia
tego co aktualnie przeżywają.
Często smutki dzieci widziane z naszej dorosłej perspektywy wydają się mało ważne,
wręcz śmieszne, bagatelizujemy je – ignorując tym samym uczucia dziecka. Niezależnie od
tego jak to wygląda „obiektywnie”, z perspektywy osoby przeżywającej smutek, on zawsze
ma sens. Dzieci poprzez doświadczenia drobnych strat – ulubionej rzeczy czy okazji do fajnej
zabawy mają okazję uczyć pożegnań. Kiedy muszą się zmierzyć później na przykład ze
śmiercią domowego zwierzątka czy nawet babci lub dziadka nie jest to dla nich skok w
przepaść; mają już pewne własne doświadczenia w tym względzie.
W tytule przywołuję i zestawiam ze smutkiem radość, nie jest to zestawienie
przypadkowe. Cywilizacja z jednej strony wiele nam oferuje, ale z drugiej w wielu sprawach
nas ogranicza – dotyczy to między innymi tego pierwotnego, elementarnego doświadczenia.
Radość oddychania, radość widzenia, słyszenia, dotykania, radość bycia jest podstawową
energią widoczną często u małych dzieci; podobnie odbierali często europejscy odkrywcy
nowych lądów ich „niecywilizowanych” mieszkańców. Istnieje wiele pełnych zdziwienia (ale
też poczucia wyższości) relacji na temat spotkań z naiwnymi dzikusami, których wszystko
bawi, cieszy, którzy błyskawicznie zapominają o swych zmartwieniach.
Smutek łączy się z radością nie na zasadzie opozycji na typu „dobre – złe”. Te uczucia
nie wykluczają się, ale stanowią kontinuum: coś nas zachwyca, wspiera, daje radość, potem
przemija, wybrzmiewa, wyrastamy z tego, przychodzi smutek pożegnania, a potem w naszym
życiu pojawiają się nowe radości i nowe ciekawe doświadczenia. Na tym polega rozwój. Jeśli
ciągłość zostaje zerwana, któryś z elementów tego naturalnego procesu zostanie amputowany,
pozostałe także nie działają właściwie. Gdy w poszukiwaniu szczęścia nie dopuszczamy do
siebie smutku, kolejne radości przestaną nam smakować, stracą świeżość i intensywność, a z
czasem w ogóle stracimy zdolność ich przeżywania.
Gdy przeżywamy uczucia bardzo intensywnie i świadomie, możemy dostrzegać ich
głębokie związki. Nawet bardzo dojmujący smutek ma w sobie nutkę szczęście - jakaś część
nas pamięta wszystko dobre co nas spotkało; jest w tym też oczekiwanie i przewidywanie
radości, które jeszcze nas spotkają. Z kolei nawet euforyczna radość kryje w sobie źdźbło
melancholii, jak gdybyśmy wiedzieli, że i ta chwila przeminie i nadejdzie czas trudniejszy.

Co nam mówi smutek
Jeżeli chcemy znowu poczuć wiosnę w sercu, musimy pozwolić odejść temu co stare i
zużyte. A jak to robić, uczy nas smutek. Bo nie można przeżywać naprawdę wielkiej radości,
jeśli zamykamy się na przeżywanie smutku, który pomaga pożegnać się z tym, co
nieodwołalnie tracimy. Łzy nas oczyszczają. To co pozostało niewypłakane, będzie nam
ciążyło i nas zatruwało. Często chcemy walczyć z rzeczywistością, cofnąć czas, zmienić coś
co nieodwracalnie się skończyło. Smutek odbiera nam energię dla naszego dobra – nie ma
najmniejszego sensu walczyć i szarpać się tam, gdzie nic już nie wskóramy. Jeśli akceptujemy
fakt, że na nic nie mamy ochoty, dajemy sobie czas na pogodzenie się z sytuacją, wszystko to
zawsze mija. Natomiast sztuczne pobudzanie się (lub kogoś), zmuszanie się do aktywności,
wspieranie środkami farmakologicznymi w dłuższej perspektywie zawsze wyrządza nam
szkodę – nie piszę o incydentalnych, doraźnych sytuacjach, tylko o stałej praktyce.
Mówimy tu o naturalnych emocjach, które dość szybko mijają, dynamicznym procesie
nieustannej zmiany. Innym przypadkiem są osoby dotknięte chronicznym smutkiem
połączonym często z apatią. To jest symptom poważniejszych komplikacji życiowych i
wymaga poważnego się nimi zajęcia. Wspomnę tylko tu, że jedna z możliwych przyczyn
takiego stanu rzeczy, to sytuacja, w której ktoś lub coś odbiera nam możliwość przeżywania i
wyrażania innych uczuć (była o tym mowa w artykule o złości).

Jak postępować ze smutkiem
Kiedy zaczynamy rozmawiać o tym uczuciu warto na chwilę spojrzeć do swego
Prywatnego Katalogu Uczuć – jeśli wynika z niego, że jest to coś, z czym mamy większy
problem, to – dla samej czy samego siebie - warto się tym zająć poważniej. Jeśli zaś stosunek
do smutku nie przekracza przeciętnego poziomu niewiedzy i oporu, możemy próbować
pomagać innym.
Na pewno warto powstrzymać odruch pocieszania. W większości przypadków
powiedzenia w rodzaju „uszy do góry”, czy „to nie powód by się zaraz mazać” stanowią
komunikat „Nie akceptuję tego co teraz czujesz” niż pocieszenie lub konstruktywną zachętę
do mobilizacji. Jeśli pozwalamy sobie i innym mieć czasem uszy „klapnięte”, one wkrótce
powędrują do góry w sposób całkowicie naturalny.
Mały chłopiec w trakcie zajęć siedzi w kącie, ma spuszczoną głowę, nic nie robi.
Podchodzę do niego i pytam:
- Co się stało?
- Nic. – pociąga nosem
- Smutno ci?
Teraz dziecku łzy płyną ciurkiem:
- Tak, bo pani kazała mi zejść z tej kanapy, a inni mogli tam być.
- Myślisz, że było to niesprawiedliwe?
- Nooo…

Chodziło o to, że obecna na warsztacie opiekunka interweniowała w konfliktowej sytuacji w
sposób, który według chłopca był dla niego krzywdzący. Wystarczyła chwila uwagi, kilka
pytań, unikanie interpretacji i ocen, adekwatne nazwanie uczucia, a chłopiec poczuł się
zrozumiany – za chwilę nie było nawet śladu po łzach.
Bardzo często samo nazwanie emocji otwiera możliwość szybkiego wyjścia z trudnej
sytuacji. Jeśli nie oceniamy, nie sięgamy po etykietkę, tylko wrażliwie zauważamy co dziecko
czuje, dajemy mu szansę na uświadomienie co się z nim dzieje, a tym samym szansę na pełne
przeżycie uczucia. Najlepiej zadawać nienarzucające interpretacji pytania, uważnie słuchać,
posługiwać się parafrazą – czyli powtarzać to, co dziecko powiedziało uzupełnione formułą
typu „czy dobrze cię zrozumiałam?”, „czy o to ci chodziło?”. My dorośli zazwyczaj żyjemy z
pokaźnym już bagażem niełatwych doświadczeń, mamy różne blokady, trudno nam reagować
błyskawicznie W wypadku dzieci sytuacja jest na ogół dużo prostsza, najczęściej wygląda to
tak, jak w opisanej scence. Ważne by dowiedzieć się czy potrzebuje ono chwili samotności
czy chce opowiedzieć co się stało i co czuje. Jeśli nie ma nadzwyczajnych przeszkód w
zaspokojeniu tych potrzeb, najlepiej natychmiast to dziecku umożliwić. Dobrym
rozwiązaniem jest stworzenie Kącika Smutków, w którym można się wypłakać, posiedzieć, a
inni nie mają prawa w tym przeszkadzać. Istnienie jakiegoś powszechnie znanego w grupie
rytuału związanego ze smutkiem stwarza mechanizm przyzwolenia na przeżywanie tego
uczucia, przyzwyczajamy się, że jest ono normalne i powszechne.
Tęsknota jest odmianą smutku pojawiającą się wtedy gdy jesteśmy oddzieleni od
kogoś lub czegoś co kochamy lub jest dla nas szczególnie ważne. W przedszkolu oczywiście
jest to zjawisko powszechne, zwłaszcza wśród nowych dzieci. Postępowanie w zasadzie nie
różni się od postepowania z innymi rodzajami smutku. W tym specyficznym wypadku
możemy więcej uwagi zwracać na obiekt tęsknoty dziecka – zaproponować by, na przykład,
narysowało list do nieobecnych rodziców albo w inny sposób wyraziło to co czuje w związku
z rozstaniem.

Cykl żałoby
Żałoba dotyczy nie tylko śmierci bliskich nam osób. W skali mikro przeżywamy ją
stosunkowo często tracąc znacznie mniej istotne elementy życia. Pamiętając o możliwości
pewnych odstępstw w indywidualnym przeżywaniu emocji od reguły, warto znać
prawidłowości cyklu żałoby. Gdy coś utracimy, prawie zawsze pojawiają się kolejno:
zdziwienie, złość połączona z zaprzeczaniem faktom bądź szukaniem winnych, POCZUCIE
bezradności i w końcu uwolnienie – najczęściej jest ono związane z płaczem, ten ostatni etap
zwykle nazywamy właśnie smutkiem. Jeśli nie mamy świadomości tego jak wygląda cały
proces, możemy niechcący przeszkodzić osobie w nim zanurzonej. Wszelkie próby
racjonalizowania, kwestionowania czy podważania adekwatności tego, co ona czuje z
pewnością jej nie pomogą. To, co czujemy jest faktem wewnętrznym, nie można temu
zaprzeczać. Natomiast możemy zmieniać stosunek do emocji, sposób ich ekspresji i
komunikowania.

Chłopaki nie płaczą
W tekście poświęconym złości byłą mowa o fatalnych dla dziewczynek i kobiet
skutkach stereotypów związanych z tym uczuciem. Tu z kolei przywołujmy potężny przekaz
kulturowy mówiący, że chłopcy nie płaczą. Trudno przecenić wszystkie szkody jakie on
spowodował. Tym bardziej, że owo „płakanie” jest w zasadzie symbolem wszystkich
„miękkich, niemęskich” uczuć. Dawno minęły czasy, gdy tego rodzaju twardość konieczna
były do przetrwania – nie wiemy zresztą jak było naprawdę, ale w dzisiejszych realiach z
pewnością ten model męskości jest mało użyteczny, wręcz szkodliwy.
Znam osobiście kilku mężczyzn, którzy twierdzą, że w żadnej sytuacji nie są w
stanie się rozpłakać – mimo, że bardzo by czasem chcieli, są mentalnie na to gotowi. Blokada
w ciele jest tak silna, że niemożliwe jest wyjście z zaklętego kręgu bez długoletniej czasami,
profesjonalnej pomocy. Tego rodzaju uwarunkowanie zazwyczaj ma korzenie w głębokim
dzieciństwie, dlatego tak ważna jest nasz uważność w tym względzie. Często reagujemy
automatycznie, bezrefleksyjnie wygłaszamy kwestie jak gdyby same pojawiające się na
języku – te powtarzane od wielu pokoleń, które zakorzeniają się w naszej świadomości, z
czasem zamieniają w przekonania i poglądy i wpływają mocna na nasze życie.
Nieumiejętność pełnego przeżywania i wyrażania uczuć, co równoznaczne jest z
pełnym przeżywaniem swego życia, powoduje, że tak wielu mężczyzn choruje i
przedwcześnie umiera. Brzmi to mocno i dość drastycznie, ale współczesna nauka nie
pozostawia wątpliwości co do ścisłego związku między sferą psychiczną a somatyczną, to co
kiedyś było jedynie intuicją, teraz potwierdza wiele różnorakich badań. Z drugiej strony brak
dostępu do wszystkich uczuć często rujnuje związki z ludźmi i nadzwyczaj utrudnia jeśli w
ogóle nie uniemożliwia pełnienie ról wychowawczych i opiekuńczych.
Dlatego pozwalajmy chłopakom płakać.

Dział: Artykuły
środa, 21 sierpień 2013 12:46

Inne uczucia

W poprzednich dwu tekstach zajęliśmy się złością i smutkiem. W niniejszym artykule
dokonamy skrótowego przeglądu innych ważnych uczuć akcentując jedynie najistotniejsze
moim zdaniem ich aspekty. Generalnie postępowanie z pozostałymi emocjami w ogólnym
zarysie powinno być podobne jak z tymi omówionymi bardziej szczegółowo. Zawsze ważne
jest uważne obserwowanie tego co dzieje się w naszym wnętrzu, akceptowanie uczuć a nie
ich odrzucanie - zarówno we własnym wewnętrznym doświadczeniu jak i wtedy gdy
towarzyszymy w przeżywaniu innym. Ważne jest świadome oddychanie, dzięki któremu
mamy lepszy kontakt z tym co czujemy. Ważna jest komunikacja, dzielenie się z innymi tym,
co czujemy. Bardzo istotna jest umiejętność konstruktywnego odreagowywania napięcia,
uwalnianie z siebie nadmiaru energii po przeżyciu silnych emocji. Dlatego warto szukać
bezpiecznych, indywidualnie dopasowanych do przeżywającego podmiotu sposobów takiego
rozładowania.
Warto zainteresować się sferą emocji wcześniej niż wtedy gdy mamy z czymś
problem – tak jak w innych dziedzinach, profilaktyka zawsze jest bardziej bezpieczna i mniej
kosztowna niż przeciwdziałanie niepożądanym skutkom ignorancji.

Funkcje społeczne
Wstyd i zazdrość są uczuciami w szczególny sposób regulującymi nasze
funkcjonowanie społeczne. Jeśli potrafimy z nich mądrze korzystać, łatwiej zachować
równowagę pomiędzy naszymi indywidualnymi potrzebami i pragnieniami a różnego rodzaju
naciskiem grup, do których należymy oraz normami społecznymi – pragnienie
indywidualności oraz przynależności często wchodzą ze sobą w konflikt. Kierowanie się
wyłącznie własnymi potrzebami i impulsami, bez świadomości oczekiwań społecznych, może
nas wpędzić w spore tarapaty. Zaś kompletne ignorowanie potrzeb innych ludzi oddziela nas
od nich, popycha w stronę nadmiernego egocentryzmu i w konsekwencji zwraca się po jakimś
czasie przeciwko nam samym. Z kolei całkowite podporządkowanie się życzeniom i presji
otoczenia unieszczęśliwia nas i odbiera energię oraz poczucie sensu. Jednak kiedy mamy
żywy kontakt z przywołanymi tu uczuciami, mamy szansę dokonywać racjonalnych
życiowych wyborów w tym względzie.

Zazdrość
Zazdrość jest uczuciem złożonym – jego składowymi są emocje elementarne: złość i
smutek. Możemy odczuwać jedno, drugie lub oba uczucia splecione ze sobą w różnych
proporcjach; to bardzo indywidualne, związane z temperamentem, ale także z rodzajem
zazdrości i jej natężeniem. Inaczej będziemy się czuli gdy to, czego pragniemy jest absolutnie
niedostępne, a inaczej kiedy mamy poczucie, że przy pewnym wysiłku z naszej strony
jesteśmy w stanie osiągnąć to, czego zazdrościmy innym.
Zazdrość pojawia się w sytuacjach gdy odczuwamy jakiś brak lub niższość. To może
dotyczyć rzeczy materialnych, ale też przymiotów, zdolności, statusu, sukcesów; właściwie
znając trochę naturę ludzką, można stwierdzić, że potrafimy zazdrościć wszystkiego.
Zazdrość ma bardzo kiepską opinię, bardzo wiele osób dziwi się, że może ona mieć
jakikolwiek pozytywny aspekt. A tymczasem jest to uczucie bardzo pożyteczne: mówi o
naszych potrzebach, marzeniach, aspiracjach. Żyjemy w rzeczywistości społecznej, poprzez
obserwacje i naśladowanie innych osób możemy kształtować i poprawiać swoje w niej
funkcjonowanie. W dużym uproszczeniu działa to następująco: powiedzmy, że zazdroszczę
komuś sukcesów zawodowych. Jeśli sytuacja ta budzi we mnie agresję, którą kieruję
bezpośrednio lub pośrednio w stronę osób, którym zazdroszczę, staram się im zaszkodzić czy
choćby tylko źle życzę, to zazdrość zamienia się w zawiść – i staczam się w destrukcję, Z
dojrzałą reakcją mamy natomiast do czynienia wtedy, gdy emocje skłaniają mnie do analizy:
jakie jest źródło tych sukcesów, jakie cechy i umiejętności je umożliwiają, jakie warunki
sprzyjają ich osiąganiu. Co ja mogę w tym kierunku zrobić. Wówczas można podjąć decyzję:
albo podejmuję jakiś wysiłek w wytyczonym kierunku, albo sobie odpuszczam, albo
dochodzę do wniosku, że nie mam odpowiednich możliwości lub/ i predyspozycji by pójść tą
drogą. Wtedy warto poszukać sobie czegoś w zamian – by zminimalizować frustrację.
Niezależnie jaką drogą pójdę, pamiętajmy, że składowe zazdrości – złość i smutek wymagają
zajęcia się nimi, rozładowania. Warto więc sprawdzić czy nie mamy przypadkiem przy okazji
czegoś do wypłakania lub jakiejś energii złości do wyrzucenia – takie zagłębianie się w siebie
konfrontuje nas czasami z bolesnymi doświadczeniami z przeszłości.
Gdy potrafimy w ten sposób poradzić sobie z własną zazdrością, będziemy też
potrafili przekazywać sensowne wzorce postępowania z tym uczuciem dzieciom.

Wstyd
Wstyd sprawia, ze mamy odruch dostosowania się do norm lub oczekiwań większości;
w pewnym stopniu występuje samoistnie, atawistycznie, jak u wszystkich zwierząt stadnych.
Z drugiej strony jest używany intencjonalnie poprzez poszczególnych członków społeczności
jako narzędzie kształtowania zachowań innych i wpływania na tych, którzy w jakiś sposób się
wyróżniają lub wyłamują.
W obecnych czasach mamy do czynienia z sytuacją dość wyjątkową – i sprzyjającą
konfliktom wewnętrznym i zewnętrznym. W głębokiej przeszłości presja grupy była
nadzwyczaj potężna, jednostka wyrzucona poza nawias społeczności zwykle nie miała szans
na przeżycie, więc lęk przed odrzuceniem był niewiarygodnie silny. Wszyscy i wszystkie
gdzieś głęboko nosimy w sobie ślady takich doświadczeń. Z drugiej strony żyjemy w świecie
kładącym wielki nacisk na wartość indywidualności, kreatywność, odróżniania się od innych.
Aby zachować zdrową równowagę pomiędzy przystosowaniem a zaznaczeniem własnej
odrębności, powinniśmy potrafić wychwytywać sygnały wysyłane przez wstyd i za pomocą
racjonalnej części umysłu dokonywać wyboru – zbilansować ewentualne korzyści i straty
wynikające z każdej z opcji i podjąć decyzję. Czasem przeciwstawiając się większości coś
tracimy, ale ważniejsze jest dla na poczucie wierności własnym racjom. Sytuacje w których
taki wybór zagraża nam w jakiś poważny sposób, nie zdarzają się bardzo często, dlatego taki
moment analizy i ważenia racji jest ważny – gdy automatycznie, bezrefleksyjnie wybierzemy
opcję podporządkowania się, potem możemy żałować lub źle się czuć.
Nadmierny wstyd jest bardzo destrukcyjny, dlatego należy zachować wielką
ostrożność z odwoływaniem się do niego w procesie wychowawczym. Jeśli uważamy, że
dziecko w poważny potrzebuje jakiegoś upomnienia, lepiej porozmawiać z nim o tym na
osobności, wyjaśnić swoje stanowiskom spróbować poznać jego racje, zobaczyć czy ono
naprawdę rozumie czego od niego wymagamy albo jakie normy przkroczyło. Akcje
publicznego zawstydzania wiążą się zwykle z upokorzeniem zaciemniającym zdolność
rozumienia w związku z czym nie mogą być skuteczne. Nie mówiąc już że są niehumanitarne.
Silny, chroniczny wstyd jest charakterystycznym czynnikiem występującym u dzieci (i
nie tylko dzieci) z rodzin alkoholowych. Osoby, zachowujące się tak jak gdyby ich nie było,
pragnące zniknąć, bardzo często obciążone są tego rodzaju doświadczeniami. Jeśli mamy tego
świadomość, może nam to pomóc w relacji z takim dzieckiem.
Wstyd pojawia się też często wtedy, gdy mamy poczucie, ze zrobiliśmy coś złego – w
jakimś stopniu pokrywa się z tym , co nazywamy sumieniem. Ramy krótkiego artykułu nie
pozwalają na pogłębione rozważania filozoficzne, roztrząsanie czy jest to cecha wrodzona czy
nabyta. Ale warto zanotować, że jest to pewien problem do indywidualnego rozważenia – i w
dogodnej porze o tym pomyśleć.

Strach
Strach ma przede wszystkim funkcje ostrzegawcze; informuje o zagrożeniu i
mobilizuje energię. Daje siłę by uciekać lub się bronić, podsuwa intuicyjne błyskawiczne
impulsy by się schować lub w inny sposób właściwie zareagować. Dlatego model osobowości
pod tytułem „niczego się nie boję” jest w gruncie rzeczy destrukcyjny. Jeśli w jakikolwiek
sposób deprecjonujemy reakcje dziecka związane ze strachem, uczymy je w ten sposób by
ignorowało impulsy, które - w skrajnym wypadku - mogą uratować mu życie. Wychowujemy
kogoś, kto podpuszczany tekstem w rodzaju „No, chyba się nie boisz?”, zrobi największe
głupstwo, by nie za żadną cenę nie dotknął go (lub ją) zarzut tchórzostwa.
To, na co warto zwracać uwagę, to oddech. Ważny w ogóle dla odczuwania, ale
szczególnie istotny w wypadku tej emocji. Gdy mamy nawyk zaczerpnięcia głębokiego
haustu powietrza w każdej sytuacji – wtedy gdy pojawia się strach, oddech przywołuje nas do
„tu i teraz”, łatwiej szybko zorientować się czy zagrożenie jest realne czy wyimaginowane lub
wyolbrzymione i odpowiednio do tego się zachować. Z kolei ktoś, kto ze strachu oddech
całkowicie wstrzymuje, zastyga, jest zahipnotyzowany, tym bardziej może ucierpieć.
Strach to nie to samo co lęk. O ile ten pierwszy jest impulsywną reakcją na bieżące,
realne niebezpieczeństwo, drugi związany jest z traumami doznanymi w przeszłości albo
ogólnoludzkimi atawizmami (na przykład lęk przed ciemnością lub wężami). Czasem powody
lęku wydają się nam zupełnie irracjonalne lub śmieszne, ale nie warto z mety dyskredytować
osoby taki lęk przejawiającą – nigdy do końca nie wiemy jaka jest jej historia.
Proponuję sporządzenie z dziećmi wielkiego spisu różnych strachów. Gdy okaże się,
jak mogą być różne i czasem dla na niepojęte - można bać się pająków, zastrzyków,
ciemności, szybko jadących samochodów, meduz i innych galaret, psów, - łatwiej będzie
nam rozumieć jak ludzie są różni. A dla nas dorosłych, to dobra sposobność by poznać dzieci
od innej strony. Przy okazji sporządzania takiej listy, możemy rozmawiać i klasyfikować,
które zagrożenia są naprawdę niebezpieczne i w jakich okolicznościach, a jakie nie.

Duma
Wielu dorosłych obawia się, że duma jest zbyt bliska egoizmu, że od chwalenia może
przewrócić się dziecku w głowie, że cnota pokory jest tym co w trakcie wychowania należy
wpajać przede wszystkim. Ale właściwie rozumiana duma to zdrowe poczucie własnej
wartości i podmiotowości. Nie potrzebuje ona rywalizacji, udawadniania za wszelką cenę
swej wyższości, nie musi porównywać się z innymi, szukać kogoś gorszego, by być z siebie
zadowolona. Tak rozumiana duma ściśle się wiąże z realistyczną oceną własnej osoby: wiem
jakie są moje mocne strony i jestem z nich dumny, ale też wiem, że to i owo mogę poprawić,
a także zdaję sobie sprawę, ze nie jestem ideałem ani herosem i mam strony słabsze – i
akceptuję ten fakt. Istotna jest właśnie świadomość sobie, postrzeganie siebie jako bytu
dynamicznego, zdolnego do rozwoju, decydującego o sobie, ale też znająca ograniczenia –
prawdziwa duma łączy się ze szczyptą pokory.
. Kiedy zaś duma zamienia się w zadzieranie nosa czy wręcz pychę, można
podejrzewać, że kryje się za tym poczucie jakiegoś braku – wtedy mamy do czynienia z
kompensacją, czymś zamiast, a nie prawdziwym docenieniem siebie.
Z jednej strony duma jest rewersem zazdrości (nie porównujemy się z innymi, tylko
doceniamy to co mamy), z drugiej – jej uzupełnieniem (duma: fajnie jest jak jest; zazdrość:
ale może być jeszcze fajniej, jeśli zrobię to i to).

Radość
Radość pojawiała się już w artykule dotyczącym skutku, Tu dodam kilka zdań na
temat jej zadań – bo na co dzień słabo sobie to uświadamiamy. Radość pokazuje nam drogę w
życiu - co nam jest potrzebne i co nam służy. Mamy sporo powiedzeń rodzaju „najpierw
obowiązek, potem przyjemność” i tak zwanych „mądrości życiowych”, przekonań które
umniejszają lub wręcz podważają jej rolę. Jeżeli sprawiają one, że przestajemy słuchać
radości. Istnieje dość powszechne przeświadczenie, że to co przyjemne nie może łączyć się z
tym, co użyteczne, że radość to rozrywka, a praca to ciężki znój. Dobrą metaforą tej wizji
świata jest bajka o mrówce i polnym koniku. Lęki związane z podążaniem swoją drogą mają
mocne ugruntowanie w świadomości społecznej; nawet jeżeli mają jakieś uzasadnienie
wywodzące się z zamierzchłych doświadczeń ludzkości, to współcześnie działają bardziej na
zasadzie samospełniającej się przepowiedni niż trzeźwej ocenie rzeczywistości.
Dość łatwo zaobserwować, że najlepsze wyniki osiągają ludzie, którzy łączą
działalność zawodową z pasją – czyli pozostają w zgodzie ze swoją radością. A nawet gdy
nasza praca nie wiąże się z oszałamiającymi sukcesami finansowymi lub prestiżem, jeśli tylko
nas ona cieszy, łatwiej nam utrzymywanie wewnętrznej równowagi, znacznie mniej będziemy
też podatni na zagrożenie wypalenia zawodowego.
Często widzimy ile czasu, energii i entuzjazmu wkładają dzieci – w różnym wieku -
w aktywność wtedy, gdy coś je interesuje, cieszy. W systemie edukacyjnym Finlandii bardzo
duży procent czasu przeznaczonego na naukę w szkole podporządkowany jest
zainteresowaniom ucznia – czy to jest literatura czy sport, fizyka czy komputer, szkoła jest
zobowiązana wspierać, stwarzać jak najlepsze warunki do rozwijania pasji ucznia. Nauczyciel
ma wspierać i pomagać, nie narzucać i egzekwować. To sprawia, że z jednej strony dzieci
lubią chodzić do szkoły, z drugiej efekty nauczania są rewelacyjne; Finlandia ma jedne z
lepszych wskaźników światowych w tej dziedzinie. Nie wiem jakie założenia dokładnie
przyświecały twórcom tego systemu, ale podejrzewam, że nie bez znaczenia jest chęć
tworzenia w dzieciach mechanizmu wewnętrznego kojarzącego pracę z radością i energią,
potrzeba kształtowania jednostek będących podmiotami a nie przedmiotami działań innych
osób. Nie wiemy nigdy co dokładnie będziemy robić w życiu, świat zmienia się tak szybko,
że musimy uczyć się błyskawicznego dostosowywania się do wciąż nowych warunków – a
osoby potrafiące odnajdywać radość w tym co robią, będą z pewnością nie tylko szczęśliwsze
ale także bardziej efektywne.
Niniejszy cykl krótkich artykułów miał za zadanie przekonać lub dostarczyć
argumentów potwierdzający przekonanie, że nie możemy ignorować sfery uczuć. Zwłaszcza
pracując z dziećmi powinniśmy mieć podstawową wiedzę na temat działania emocji i
sposobów racjonalnego z nimi postepowania. Zachęcam gorąco do bliższego zainteresowania
się tym tematem. Żeby faktycznie odnieść korzyść, warto poświecić trochę czasu na
zagłębienie się w dostępną literaturę - i w siebie samego (lub siebie samą).

Dział: Artykuły
piątek, 16 sierpień 2013 12:13

Klucze

[Tutaj treść artykułu "Klucze"]

Dział: Spis etykiet
niedziela, 11 sierpień 2013 17:26

Żaba Eugenia i ocean uczuć

Tego dnia żaba Eugenia wyskoczyła z łóżka w doskonałym humorze - lekkim i tęczowym jak mydlane bańki.
- Hurrra! Ale pogoda! – zawołała i z radości podskoczyła kilka razy.
Pogoda rzeczywiście była piękna. Tylko niebo i słońce – zupełnie jak na rysunku pandy Barbary, kiedy połamały jej się wszystkie kredki oprócz żółtej i niebieskiej. Panda Barbara popłakała się wtedy, bo chciała narysować chmury, ale nie miała czym. Teraz na niebie też nie było ani jednej chmurki, ale żaba Eugenia wcale nie miała zamiaru płakać. Wręcz przeciwnie! Była zachwycona. Zachwycona, wniebowzięta i szczęśliwa! Wreszcie mama pozwoli jej włożyć do przedszkola tę sukienkę na ramiączkach, na którą ciągle było za zimno! Eugenii chciało się śpiewać z radości! Jednym susem wpadła do kuchni.

Dział: Bajki