Wyświetlenie artykułów z etykietą: tęsknota

Czyli co ma smutek do radości
Smutek budzi o wiele większy strach i opór niż można by się spodziewać. Nasza
kultura nastawiona na działanie, rywalizację i osiąganie sukcesów, stara usunąć ze
świadomości wszystko to co wiąże się z utratą, przegraną, bezradnością. Tymczasem po to
byśmy mogli odkrywać nowe możliwości – w sobie i w świecie zewnętrznym – musimy
pożegnać się z tym, co nie jest już potrzebne, co odchodzi. Czasem po to, by zyskać nowe
siły, musimy doświadczyć smutku pożegnania i wiążącego się z nim braku energii. Gdyż
smutek, w odróżnieniu od większości emocji, wiąże się nie z mobilizacją energii, a z jej
wygaszaniem.
Czasem unikamy smutku z obawy przed wpadnięciem w czarną dziurę, która nas
wessie. Efekt takiej ucieczki jest dokładnie odwrotny: jeśli nie przeżywasz na bieżąco
drobnych zmartwień, potem nie potrafisz opłakać większych strat, smutek będzie się w tobie
kumulował i w rezultacie możesz wpaść w naprawdę ciężką depresję. Lęk przed smutkiem
sprawia, że nie tylko sami robimy sobie krzywdę, ale też nie potrafimy mądrze towarzyszyć
dzieciom, kiedy spotykają się z czymś przykrym. Najczęściej albo pozostawiamy je same,
albo ignorujemy ich uczucia, albo na siłę pocieszamy – co również jest formą lekceważenia
tego co aktualnie przeżywają.
Często smutki dzieci widziane z naszej dorosłej perspektywy wydają się mało ważne,
wręcz śmieszne, bagatelizujemy je – ignorując tym samym uczucia dziecka. Niezależnie od
tego jak to wygląda „obiektywnie”, z perspektywy osoby przeżywającej smutek, on zawsze
ma sens. Dzieci poprzez doświadczenia drobnych strat – ulubionej rzeczy czy okazji do fajnej
zabawy mają okazję uczyć pożegnań. Kiedy muszą się zmierzyć później na przykład ze
śmiercią domowego zwierzątka czy nawet babci lub dziadka nie jest to dla nich skok w
przepaść; mają już pewne własne doświadczenia w tym względzie.
W tytule przywołuję i zestawiam ze smutkiem radość, nie jest to zestawienie
przypadkowe. Cywilizacja z jednej strony wiele nam oferuje, ale z drugiej w wielu sprawach
nas ogranicza – dotyczy to między innymi tego pierwotnego, elementarnego doświadczenia.
Radość oddychania, radość widzenia, słyszenia, dotykania, radość bycia jest podstawową
energią widoczną często u małych dzieci; podobnie odbierali często europejscy odkrywcy
nowych lądów ich „niecywilizowanych” mieszkańców. Istnieje wiele pełnych zdziwienia (ale
też poczucia wyższości) relacji na temat spotkań z naiwnymi dzikusami, których wszystko
bawi, cieszy, którzy błyskawicznie zapominają o swych zmartwieniach.
Smutek łączy się z radością nie na zasadzie opozycji na typu „dobre – złe”. Te uczucia
nie wykluczają się, ale stanowią kontinuum: coś nas zachwyca, wspiera, daje radość, potem
przemija, wybrzmiewa, wyrastamy z tego, przychodzi smutek pożegnania, a potem w naszym
życiu pojawiają się nowe radości i nowe ciekawe doświadczenia. Na tym polega rozwój. Jeśli
ciągłość zostaje zerwana, któryś z elementów tego naturalnego procesu zostanie amputowany,
pozostałe także nie działają właściwie. Gdy w poszukiwaniu szczęścia nie dopuszczamy do
siebie smutku, kolejne radości przestaną nam smakować, stracą świeżość i intensywność, a z
czasem w ogóle stracimy zdolność ich przeżywania.
Gdy przeżywamy uczucia bardzo intensywnie i świadomie, możemy dostrzegać ich
głębokie związki. Nawet bardzo dojmujący smutek ma w sobie nutkę szczęście - jakaś część
nas pamięta wszystko dobre co nas spotkało; jest w tym też oczekiwanie i przewidywanie
radości, które jeszcze nas spotkają. Z kolei nawet euforyczna radość kryje w sobie źdźbło
melancholii, jak gdybyśmy wiedzieli, że i ta chwila przeminie i nadejdzie czas trudniejszy.

Co nam mówi smutek
Jeżeli chcemy znowu poczuć wiosnę w sercu, musimy pozwolić odejść temu co stare i
zużyte. A jak to robić, uczy nas smutek. Bo nie można przeżywać naprawdę wielkiej radości,
jeśli zamykamy się na przeżywanie smutku, który pomaga pożegnać się z tym, co
nieodwołalnie tracimy. Łzy nas oczyszczają. To co pozostało niewypłakane, będzie nam
ciążyło i nas zatruwało. Często chcemy walczyć z rzeczywistością, cofnąć czas, zmienić coś
co nieodwracalnie się skończyło. Smutek odbiera nam energię dla naszego dobra – nie ma
najmniejszego sensu walczyć i szarpać się tam, gdzie nic już nie wskóramy. Jeśli akceptujemy
fakt, że na nic nie mamy ochoty, dajemy sobie czas na pogodzenie się z sytuacją, wszystko to
zawsze mija. Natomiast sztuczne pobudzanie się (lub kogoś), zmuszanie się do aktywności,
wspieranie środkami farmakologicznymi w dłuższej perspektywie zawsze wyrządza nam
szkodę – nie piszę o incydentalnych, doraźnych sytuacjach, tylko o stałej praktyce.
Mówimy tu o naturalnych emocjach, które dość szybko mijają, dynamicznym procesie
nieustannej zmiany. Innym przypadkiem są osoby dotknięte chronicznym smutkiem
połączonym często z apatią. To jest symptom poważniejszych komplikacji życiowych i
wymaga poważnego się nimi zajęcia. Wspomnę tylko tu, że jedna z możliwych przyczyn
takiego stanu rzeczy, to sytuacja, w której ktoś lub coś odbiera nam możliwość przeżywania i
wyrażania innych uczuć (była o tym mowa w artykule o złości).

Jak postępować ze smutkiem
Kiedy zaczynamy rozmawiać o tym uczuciu warto na chwilę spojrzeć do swego
Prywatnego Katalogu Uczuć – jeśli wynika z niego, że jest to coś, z czym mamy większy
problem, to – dla samej czy samego siebie - warto się tym zająć poważniej. Jeśli zaś stosunek
do smutku nie przekracza przeciętnego poziomu niewiedzy i oporu, możemy próbować
pomagać innym.
Na pewno warto powstrzymać odruch pocieszania. W większości przypadków
powiedzenia w rodzaju „uszy do góry”, czy „to nie powód by się zaraz mazać” stanowią
komunikat „Nie akceptuję tego co teraz czujesz” niż pocieszenie lub konstruktywną zachętę
do mobilizacji. Jeśli pozwalamy sobie i innym mieć czasem uszy „klapnięte”, one wkrótce
powędrują do góry w sposób całkowicie naturalny.
Mały chłopiec w trakcie zajęć siedzi w kącie, ma spuszczoną głowę, nic nie robi.
Podchodzę do niego i pytam:
- Co się stało?
- Nic. – pociąga nosem
- Smutno ci?
Teraz dziecku łzy płyną ciurkiem:
- Tak, bo pani kazała mi zejść z tej kanapy, a inni mogli tam być.
- Myślisz, że było to niesprawiedliwe?
- Nooo…

Chodziło o to, że obecna na warsztacie opiekunka interweniowała w konfliktowej sytuacji w
sposób, który według chłopca był dla niego krzywdzący. Wystarczyła chwila uwagi, kilka
pytań, unikanie interpretacji i ocen, adekwatne nazwanie uczucia, a chłopiec poczuł się
zrozumiany – za chwilę nie było nawet śladu po łzach.
Bardzo często samo nazwanie emocji otwiera możliwość szybkiego wyjścia z trudnej
sytuacji. Jeśli nie oceniamy, nie sięgamy po etykietkę, tylko wrażliwie zauważamy co dziecko
czuje, dajemy mu szansę na uświadomienie co się z nim dzieje, a tym samym szansę na pełne
przeżycie uczucia. Najlepiej zadawać nienarzucające interpretacji pytania, uważnie słuchać,
posługiwać się parafrazą – czyli powtarzać to, co dziecko powiedziało uzupełnione formułą
typu „czy dobrze cię zrozumiałam?”, „czy o to ci chodziło?”. My dorośli zazwyczaj żyjemy z
pokaźnym już bagażem niełatwych doświadczeń, mamy różne blokady, trudno nam reagować
błyskawicznie W wypadku dzieci sytuacja jest na ogół dużo prostsza, najczęściej wygląda to
tak, jak w opisanej scence. Ważne by dowiedzieć się czy potrzebuje ono chwili samotności
czy chce opowiedzieć co się stało i co czuje. Jeśli nie ma nadzwyczajnych przeszkód w
zaspokojeniu tych potrzeb, najlepiej natychmiast to dziecku umożliwić. Dobrym
rozwiązaniem jest stworzenie Kącika Smutków, w którym można się wypłakać, posiedzieć, a
inni nie mają prawa w tym przeszkadzać. Istnienie jakiegoś powszechnie znanego w grupie
rytuału związanego ze smutkiem stwarza mechanizm przyzwolenia na przeżywanie tego
uczucia, przyzwyczajamy się, że jest ono normalne i powszechne.
Tęsknota jest odmianą smutku pojawiającą się wtedy gdy jesteśmy oddzieleni od
kogoś lub czegoś co kochamy lub jest dla nas szczególnie ważne. W przedszkolu oczywiście
jest to zjawisko powszechne, zwłaszcza wśród nowych dzieci. Postępowanie w zasadzie nie
różni się od postepowania z innymi rodzajami smutku. W tym specyficznym wypadku
możemy więcej uwagi zwracać na obiekt tęsknoty dziecka – zaproponować by, na przykład,
narysowało list do nieobecnych rodziców albo w inny sposób wyraziło to co czuje w związku
z rozstaniem.

Cykl żałoby
Żałoba dotyczy nie tylko śmierci bliskich nam osób. W skali mikro przeżywamy ją
stosunkowo często tracąc znacznie mniej istotne elementy życia. Pamiętając o możliwości
pewnych odstępstw w indywidualnym przeżywaniu emocji od reguły, warto znać
prawidłowości cyklu żałoby. Gdy coś utracimy, prawie zawsze pojawiają się kolejno:
zdziwienie, złość połączona z zaprzeczaniem faktom bądź szukaniem winnych, POCZUCIE
bezradności i w końcu uwolnienie – najczęściej jest ono związane z płaczem, ten ostatni etap
zwykle nazywamy właśnie smutkiem. Jeśli nie mamy świadomości tego jak wygląda cały
proces, możemy niechcący przeszkodzić osobie w nim zanurzonej. Wszelkie próby
racjonalizowania, kwestionowania czy podważania adekwatności tego, co ona czuje z
pewnością jej nie pomogą. To, co czujemy jest faktem wewnętrznym, nie można temu
zaprzeczać. Natomiast możemy zmieniać stosunek do emocji, sposób ich ekspresji i
komunikowania.

Chłopaki nie płaczą
W tekście poświęconym złości byłą mowa o fatalnych dla dziewczynek i kobiet
skutkach stereotypów związanych z tym uczuciem. Tu z kolei przywołujmy potężny przekaz
kulturowy mówiący, że chłopcy nie płaczą. Trudno przecenić wszystkie szkody jakie on
spowodował. Tym bardziej, że owo „płakanie” jest w zasadzie symbolem wszystkich
„miękkich, niemęskich” uczuć. Dawno minęły czasy, gdy tego rodzaju twardość konieczna
były do przetrwania – nie wiemy zresztą jak było naprawdę, ale w dzisiejszych realiach z
pewnością ten model męskości jest mało użyteczny, wręcz szkodliwy.
Znam osobiście kilku mężczyzn, którzy twierdzą, że w żadnej sytuacji nie są w
stanie się rozpłakać – mimo, że bardzo by czasem chcieli, są mentalnie na to gotowi. Blokada
w ciele jest tak silna, że niemożliwe jest wyjście z zaklętego kręgu bez długoletniej czasami,
profesjonalnej pomocy. Tego rodzaju uwarunkowanie zazwyczaj ma korzenie w głębokim
dzieciństwie, dlatego tak ważna jest nasz uważność w tym względzie. Często reagujemy
automatycznie, bezrefleksyjnie wygłaszamy kwestie jak gdyby same pojawiające się na
języku – te powtarzane od wielu pokoleń, które zakorzeniają się w naszej świadomości, z
czasem zamieniają w przekonania i poglądy i wpływają mocna na nasze życie.
Nieumiejętność pełnego przeżywania i wyrażania uczuć, co równoznaczne jest z
pełnym przeżywaniem swego życia, powoduje, że tak wielu mężczyzn choruje i
przedwcześnie umiera. Brzmi to mocno i dość drastycznie, ale współczesna nauka nie
pozostawia wątpliwości co do ścisłego związku między sferą psychiczną a somatyczną, to co
kiedyś było jedynie intuicją, teraz potwierdza wiele różnorakich badań. Z drugiej strony brak
dostępu do wszystkich uczuć często rujnuje związki z ludźmi i nadzwyczaj utrudnia jeśli w
ogóle nie uniemożliwia pełnienie ról wychowawczych i opiekuńczych.
Dlatego pozwalajmy chłopakom płakać.

Dział: Artykuły
piątek, 16 sierpień 2013 12:13

Klucze

[Tutaj treść artykułu "Klucze"]

Dział: Spis etykiet
niedziela, 11 sierpień 2013 17:18

Małe i duże troski liska Ryśka Wyjazd taty

Lisek Rysio bardzo lubi podróżować i cieszy się na każdą wycieczkę organizowaną przez rodziców w czasie wakacji. Bardzo się więc uradował, gdy zobaczył, że tata wyciąga z szafy dużą podróżną torbę na kółkach.

Dział: Bajki